Pourlopowe spotkanie z rzeczywistością i ważne wnioski

Pierwszy dzień powrotu do rzeczywistości po wakacjach jest jak zapinanie się w jeansy po kilkunastu dniach chodzenia w sukienkach – trochę niewygodnie, krępująco ruchy. A z każdą kolejną, przyziemną czynnością rzeczywistość przybliża się bardziej. Zalogować się do systemu faktur – przestrzeń zmniejszyła się o kilkadziesiąt centymetrów. Odebrać maile służbowe – jakby pół metra bliżej. Przeczytać żmudną umowę – znów ciaśniej.

Tymczasem przez ostatnie dwa tygodnie było zupełnie inaczej, jakby więcej powietrza i choć palącego skórę, czasem niemal wrzącego, to i tak oddychało się łatwiej. Również dlatego, że były to wakacje bez social mediów, jakichkolwiek internetowych relacji z mojej strony, doświadczania momentów bez logowania się do odpowiedniego portalu. A przez ten czas, kiedy byłam daleko – dosłownie, nie dosłownie – to wydarzyło się mnóstwo:

  1. Posprzątałam w głowie i znalazłam tam miejsce na jakieś milion pytań o świat, na które chciałabym poznać odpowiedź (na przykład: czy ktoś jeszcze w ogóle pisuje poematy trzynastozgłoskowcem?)
  2. Przeczytałam jedenaście książek (będę o każdej z nich opowiadać tutaj po kolei i powoli, jak landrynki rozpuszczane cierpliwie na języku)
  3. Opublikowałam jeden post, bo wydawał mi się ważny (nie był)
    (czy to możliwe, że tak naprawdę nigdy nie jest?).

Okazało się więc, że gdy miałam rzeczywistość tylko tu-i-teraz i analogowo, kiedy nie dzieliłam jej z tysiącem par oczu, to dopiero wtedy należała prawdziwie do mojej osoby. O czym piszę w pełni zdając sobie sprawę z tej ironii, że oto celebrowałam rezygnację z czegoś, co wiele lat wcześniej sama sobie narzuciłam – i do czego wracam. Nie potrafię tego wyjaśnić (choć bardzo polecam), więc kto wie, może po prostu muszę kiedyś o tym napisać trzynastozgłoskowiec.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *