Smutny pan Dorsz i bałtyckie piramidy Cheopsa plastiku

Wpis powstał we współpracy z marką BRITA

Najgorzej to jest, gdy jakiś miły żółw morski płynie sobie na obiad do rodziców, już zaciera płetwy na myśl o panierowanych kotletach z meduz, zastanawia się, co tam mama przygotuje na deser i czy przypadkiem nie jego ulubiony crème kryle, no generalnie bardzo jest zadowolony, w płetwach trzyma dla mamy piękny bukiet ukwiałów, niemniej dziwne rzeczy, bo gdy już dopływa do rodziców, to okazuje się, że wszyscy są jacyś tacy smutni, mama ukradkiem fartuszkiem w glony łzy ociera, a gdy żółw Radek pyta, co się stało, to okazuje się, że straszne wiadomości, ich dalekie kuzynostwo żyjące zagranicą zginęło w okrutnym wypadku, bo jak sobie taka rodzina dorszów raz wypłynęła, by zjeść obiad na mieście, to już nie wróciła, bo zamiast zamówionej sałatki z planktonu, najedli się zakrętek od butelek, patyczków kosmetycznych, filtrów do papierosów. Sprawców jak zwykle złapano. I jak zwykle uniewinniono.

Sami się ciągle uniewinniamy z codziennych przestępstw, których dokonujemy na mieszkańcach naszych mórz i oceanów.

Wrzucamy tym naszym bałtyckim zwierzątkom rocznie 15 milionów ton plastiku (to więcej niż 2,5 piramidy Cheopsa!) i 40 ton mikroplastiku, który jest zjadany przez kolejne pokolenia wodnych mieszkańców

Czy wiecie, że w co 10 dorszu i w co 20 śledziu znaleziono plastik, który następnie trafia do naszego układu pokarmowego? To jest trochę tak, że lubimy oglądać filmy katastroficzne o drapieżnikach żyjących w wodzie – gigantycznych dwugłowych rekinach albo godzilli. A tak naprawdę, jeśli potrzebowalibyśmy przyjrzeć się największemu morskiemu mordercy, to wystarczyłoby, byśmy spojrzeli w lustro.

Jutro jest Światowy Dzień Ziemi. To ważne święto, niemniej moim zdaniem absurdalne. To jest – Dzień Ziemi powinniśmy obchodzić codziennie. Zwłaszcza, że nie wymaga to zbyt wielu przygotowań, nie musimy w tym celu piec tortów z planktonu z meduzowym kremem, kupować wymyślnych prezentów, w sumie wręcz przeciwnie – pewnych rzeczy nie kupować. Na przykład wody w plastikowych butelkach czy plastikowych opakowań na wynos.

Spójrzcie na te liczby – rocznie zużywamy w Polsce 2,4 miliarda plastikowych butelek. 8,4 milionów jednorazowych kubków do kawy, 130 milionów opakowań na wynos. Zatruwamy ryby i innych mieszkańców Bałtyku, to dzięki nam powstają pustynie tlenowe.

Czy wiecie, że obecnie aż 18% dna Bałtyku jest martwa, a obszar wciąż się powiększa? To zupełnie tak, jakbyśmy napotkali jakąś rodzinę śledzi i uprzejmie poczęstowali je kanapką z trucizną, a potem jeszcze wyrzucili z chałupy na bruk. W sensie na muł.

Są jednak i dobre wiadomości – i Ty możesz sprawić, że pan Dorsz się uśmiechnie. A ten wpis jest pierwszą, acz nie ostatnią wskazówką, jak to zrobić. Dlatego, że oto nawiązałam współpracę z marką BRITA, a także Stacją Morską Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego (to te osoby, które dbają o to, by helskie foki były zdrowe i miło okrągłe!) i w ramach tej współpracy postaramy się pokazać Wam, w jaki sposób każdy z nas może zadbać o naszych okrągłych foczych przyjaciół, przybić piątkę (płetwę) wszystkich bałtyckim dorszom. Ten wpis jest pierwszym, acz nie ostatnim elementem akcji “Filtrujemy dla Bałtyku”, o której jeszcze usłyszycie, wkrótce opowiem więcej.

Pierwszy, szalenie prosty nawyk, który wszyscy możemy wprowadzić, by żółw Radek już nigdy nie musiał pocieszać swojej mamy po tragedii rodzinnej: porzućmy kupowanie wody w plastikowych butelkach, zacznijmy filtrować wodę z kranu. Policzcie sobie, ile plastikowych butelek obecnie zużywacie dziennie, a potem pomnóżcie to przez 30 dni. A potem przez 365 dni. A potem przez liczbę smutnych fok.

Niby zdjęcie sprzed trzech lata, a foki wciąż płaczą 🙁

W sumie to za każdym razem, gdy korzystacie z butelkowanej wody, to możecie to sobie wyobrazić tak, jakbyście po każdym wypiciu walili biedną fokę tę butelką w łeb. Żadna śliczna, focza łepetyna na to nie zasługuje.

A jest całkiem prostym, by zmienić ten nawyk – po pierwsze, kupujemy butelkę filtrującą. Albo karafkę z filtrem. Albo sportową butelkę filtrującą. Albo dzbanek filtrujących. Do wyboru, do koloru, bo BRITA ma bogatą ofertę fokolubnych produktów i to fokolubnych podwójnie, bo dodatkowo recyklinguje swoje filtry. Tak jest, absolutnie nie wyrzucajcie owych filtrów do kosza, bo w całej Polsce można znaleźć specjalne punkty, do których można wrzucić zużyte wkłady BRITA

A czy pamiętacie, że część dochodu z każdej sprzedanej książki przekazuję na rzecz naszych wspaniałych, obłych przyjaciół?

Tym samym jako #DrużynaJanina adoptowaliśmy już 125 fok.

STO DWADZIEŚCIA PIĘĆ FOK!!!

Spójrzcie teraz w ich śliczne oczęta i powtórzcie za mną: „Foko, foko, wszystko jeszcze będzie dobrze!”. Już my się o to postaramy.

3 komentarze

  1. Daga

    21 kwietnia 2021 o 23:30

    Mam dzbanek Britty już od kilku lat. Oddaję filtry do recyklingu. Dla fizzolubnych znajomych mam Sodastream -aluminiowe butle z gazem można wymienić. A te biało- szare kluski zwane fokami kocham😊
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  2. Koci Punkt Widzenia

    22 kwietnia 2021 o 09:45

    Uwielbiam to, jak piszesz. Masz rację, najwięksi mordercy na ziemi to niestety my… tylko szkoda, że tak mało ludzi coś robi w kierunku poprawy.

    W moim mieście było głośno, bo ludzie buntowali się przeciwko stworzeniu składowiska odpadów. Wszystko super… ale ciekawi mnie, co ci ludzie robią, by tych odpadów było faktycznie mniej. To nie jakieś magiczne śmieci z kosmosu byłyby składowane, a właśnie nasze odpady…

    Odpowiedz
  3. kasias1980

    22 kwietnia 2021 o 10:47

    To przerażające, co robimy z tą planetą, kompletnie nie myśląc o kolejnych pokoleniach, o otaczającej nas faunie i florze już nie wspomnę 🙁

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *