O tych mniej bezpiecznych w tym społecznym gnieździe

Czytam krótką notatkę prasową o próbie samobójczej jedenastoletniego chłopca. Uznano, że na tyle tylko zasłużył – piętnaście zdań i clickbaitowy tytuł. Nic mnie nie paraliżuje tak bardzo, jak samobójstwa dzieci. To znaczy – brakuje mi wyobraźni, by objąć ten fragment rzeczywistości, w którym przez ledwie kilkanaście lat odkłada się w dziecku tak dużo cierpienia, że nie ma żadnej potrzeby, by trzymać się życia.

Przecież my w tym wieku byliśmy zajęci marzeniami o byciu dorosłym, wydawało nam się, że to będzie takie doskonałe; bez sprawdzianów, rodziców którzy każą ciągle sprzątać pokój, stresu na plastyce, gdy zapomnisz bibuły i kleju.

Czytam komentarze pod tą śmiercią, w tym ten jeden: że jak gówniarz chciał dramatyzować, to powinni go ratować, ale nie z naszych podatków.

Nie z naszych podatków.

Odkryłam ostatnio, że brutalne komentarze o mojej osobie potrafią mnie drasnąć, ale nigdy tak głęboko, jak właśnie te momenty, kiedy mam wrażenie, że jako ludzkość już dawno skręciliśmy źle, w jakieś mroczne miejsca, z których nie da się wrócić. Gdy wydajemy symboliczny wyrok śmierci na jedenastoletniego chłopca, bo szkoda nam naszych podatków, przecież można by zamiast tego całego ratowania załatać z tych pieniędzy tę dziurę na drodze dojazdowej i w końcu nie trzeba by jej było irytująco wymijać przy każdej podróży do Lidla. Spędzam czas z dwoma kilkuletnimi ludźmi, zachwyca mnie jak malują pętle i zygzaki, i jak nimi myślą – gdy pytam o czym opowiedzieć im bajkę, to żądają, by była w niej żyrafa, która ulepiła bałwana, a potem zamieszkała w umywalce, kąpać się w balonach.

Jestem ostatnio nadwrażliwa, więc gdy mikroczłowiek przytula się do mnie, gdy czuję przy twarzy te poliki okrągłe, miękkie jak poduszki to niczego więcej nie chcę, jak tylko tej pewności, że nigdy nie będzie w nim rozpaczy tak ogromnej, że ochronię go przed wszystkim, co złe.

Moja to odpowiedzialność i wszystkich nas, dorosłych, by nigdy nie straciły tej zachłanności, ochoty by trzymać w garści wszystkie kredki naraz, pętlić i zygzakić jednocześnie niemal wszystkimi kolorami. Uparcie ignorując ten czarny.

Bo tak powinno być, że ci, którym jest wygodnie i bezpiecznie w tym społecznym gnieździe, dbają o tych, którzy wciąż mają mniej i mają znacznie trudniej – że naszym obowiązkiem jest chronić dzieci, a także wszystkich tych, którzy wciąż pozostają na obywatelskich marginesach. Wykładać im powinniśmy rzeczywistość folią bąbelkową, chronić przed nienawiścią, która nie powinna być częścią niczyjego świata. Znowu spytano mnie ostatnio, kiedy w końcu przestanę mówić ciągle o osobach LGBTQ+, bo to już jest nudne.

Zawsze bardzo mocno to we mnie uderza – to, że kogoś mogą nudzić prawa innego człowieka.

Niemniej no dobrze, żeby nie było, że pojedyncza opinia Karola spod Bytomia nie ma dla mnie żadnego znaczenia – wymyśliłam. Uroczyście przysięgam, że przestanę na te tematy pisać 32 czerwca. Ale za to tego roku!

A tak zupełnie po prawdzie, to przestanę, gdy już nie będzie takiej potrzeby, by o tym wspominać, kiedy już ten tęczowy element idealnie wrośnie w naszą społeczną tkankę, nie trzeba będzie nikogo chronić przed nienawiścią i o nic już walczyć.

Po dwóch latach nagle mnie tknęło, otwieram uczelnianego maila z mojego poprzedniego, irlandzkiego życia. Wiadomości mnóstwo, tytuły czytam pobieżnie i znajduję ten jeden mail ze zdjęciem, na którym Rudy ze swoim mężem trzyma na rękach ich dziecko. To przemiłe – byłam częścią ich ślubu, i jest tak bardzo dla mnie ważne, że chcieli jeszcze, bym była częścią powiększenia ich rodziny. I jeszcze dopisał, że bardzo dziękuje za to, że uczyłam takich nudnych rzeczy, bo gdyby im się chciało mnie słuchać, to by nigdy nie zaczęli flirtować na moich zajęciach, i w efekcie tak dużo stracili. W sensie: stracili siebie nawzajem i wszystko, co ich czeka. I niech mi ktoś powie, że statystyka jest zbędna!


No i oczywiście, że po przeczytaniu zamieniłam się fontannę di Trevi wzruszenia i niektórzy nazwą to PMS, a ja nazwę to rozgoryczeniem. Brutalnym rozczarowaniem tym naszym krajem. I przypominam sobie cudowny komentarz, który ktoś zostawił pod moim ostatnim tekstem o naszych tęczowych przyjaciołach. Że powinno być tak:

– A ty co byś zrobił, gdyby twój syn powiedział ci, że gejem?
– No nie wiem… herbatę?

2 komentarze

  1. Koci Punkt Widzenia

    4 maja 2021 o 18:35

    Właśnie spodziewam się dziecka i nie wiem, jak można być tak bezdusznym (fragment: nie z naszych podatków). To może też nie ratujmy z naszych podatków ludzi chorych na różne choroby, no bo przecież sami sobie zasłużyli (smutna ironia). A tak poważnie: szkoda mi tych wszystkich dzieci, którym nie zdążymy pomóc, albo których nie zauważa nikt i cierpią przez wiele lat.

    Odpowiedz
  2. Aneta

    18 maja 2021 o 19:40

    Człowiek nie potrafi zrozumieć drugiego człowieka, dopóki nie znajdzie się w podobnej sytuacji do niego. Znieczulica na problemy innych jest coraz częstszym zjawiskiem. Bo tak łatwiej i wygodniej, bez problemów. Czasem jednak warto zatrzymać się i pomyśleć “a co by było gdyby mnie to spotkało?”. Dzieci nie zawsze mówią, że potrzebują pomocy. Czasem nawet nie mają komu powiedzieć o problemach, bo nie zawsze odnajdują wsparcie i zrozumienie w rodzicach. Ważne by ktoś dostrzegał ich problemy, zanim będzie za późno.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *