Jedź na konferencję, mówili. Poznasz ludzi, inne kultury, języki, pozaplatasz delikatne nitki międzynarodowych przyjaźni z ośrodkami naukowymi z całego świata. No to jestem. Na konferencji w Portugalii jestem. Wchodzę do sali. Do lunchu podali wino, więc jestem istną gwiazdą socjometryczną, labradorem interakcji społecznych, najsympatyczniejszą z owiec na tym akademickim pastwisku. Podchodzę do pierwszego napotkanego, całkowicie losowo wybranego człowieka. Mój cel: międzykontynentalna przyjaźń na całe życie, porozumienie ponad kulturami, wzajemna nauka lokalnych zwyczajów i podstawowych zwrotów w ojczystych językach, być może krótkie odśpiewanie narodowych hymnów. Podchodzę, zagaduję. A to Polka z uniwersytetu w Limeryku.

Sami widzicie, jak Janina nawiąże dialog międzykulturowy, to nikt tak nie nawiąże.

giphy-8

Generalnie to odnośnie pracy naukowej istnieje pewien szalenie popularny mit, który ja dzisiaj chciałam obalić. Ten mit stanowi, że posiadanie doktoratu jest zupełnie bez sensu i nieprzydatne do niczego. Otóż nie jest to prawdą. Po wczorajszych i poprzednich prezentacjach mam takie przemyślenia, że gdy kiedyś nastąpi stan globalnej klęski i na całym świecie zabraknie internetu, to przeżyją tylko osobniki o ponadprzeciętnej odporności na nudę. To jest ludzie-akademicy, widzowie “Klanu” i misie koala.

Jednak ponieważ ja jestem Bearem Gryllsem rzeczywistości, to mnie konferencyjna nuda absolutnie nie grozi. Przedstawiam swoje, szlifowane latami doświadczeń, konferencyjne bingo. Jak ustrzelisz trzy zdarzenia w jednym rzędzie w czasie jednej sesji, to wygrywasz. Wygrałam już dwa razy. Byłam dotychczas na dwóch sesjach. Oczywiście pole o piramidzie Cheopsa zrobionej z ciastek skreślam zawsze, no bo to o mnie.

konferencyjne_bingo_high_res

Poza tym moim osobistym idolem wciąż pozostaje człowiek, który przywiózł ze sobą doktoranta tylko po to, żeby ten mu zmieniał slajdy w prezentacji ♥