Żbiki spod ciemnej gwiazdy i inne dramaty

Jestem dziś rozdygotana jak meduza na karuzeli, albowiem przytrafiła mi się ostatnio wstrząsająca historia, to jest: napadł mnie żbik. No, serio. I ja wiem, że Wy sobie teraz myślicie, że to, że napadł mnie żbik jest najbardziej nieprawdopodobną częścią tej historii, ale nie, właściwie to było jeszcze gorzej, otóż: napadł mnie żbik, gdy poszłam biegać.

Surykatka i człowiek-kalkulator lecą samolotem

W kwestiach światopoglądowych istnieje jedna rzecz, co do której wybitnie się z Wojtkiem nie zgadzamy i – ze względu na wagę i powagę tematu – żadne z nas nie potrafi odpuścić, nawet pomimo moich skomplikowanych technik negocjacyjnych typu foch i zaawansowanej werbalnej asertywności mojego męża względem mojej osoby, którą głównie wyraża czułym: not today, satan.

Strona 4 z 1123456