Gdy życie daje Ci cytrynę, zrób z niej… awanturę

Zaczęło się od tego, że była druga w nocy, już w łóżeczku leżeliśmy, kot śnił o pluszowych myszach w swoim własnym hamaku, a wtedy mój mąż powiedział coś o soku z cytryny, a ja mu powiedziałam, że jeśli chodzi o sok z cytryny to ja nie przepadam, bo on jest bardzo lepki, a mój mąż powiedział, że on nie jest w ogóle lepki, a ja powiedziałam, że oczywiście, że jest lepki i słuchajcie, nie wiem, jak to się wydarzyło, ale chwilę później już staliśmy w kuchni i smarowaliśmy się cytryną, żeby sobie wzajemnie udowodnić lepkość soku z cytryną albo też nie.


A czaicie, druga w nocy była, wraz z nami do tej kuchni przyszedł przebudzony kot, on patrzył na nas oczami wielkimi jak spodki, gdy my się smarowaliśmy tą cytryną, przecież jak on to opowie swoim kumplom z kocioplanety, to nikt mu nie uwierzy. W każdym razie po wielu testach organoleptycznych doszliśmy w owym środku nocy do następujących wniosków: Wojtek wciąż uważał, że sok z cytryny nie jest klejący, a ja że jest.

Poważne sprawy wymagają poważnych rozwiązań, w związku z czym kolejnego ranka spór wciąż trwał. Dokładniej rzecz ujmując, to było tak, że po przebudzeniu mój mąż mnie spytał, czy kleją mi się policzki, a ja mu powiedziałam, że nie kleją mi się policzki, a on spytał, czy na pewno nie kleją mi się policzki, a ja powiedziałam, że Wojtek, daj mi spokój, nie kleją mi się żadne policzki, a on powiedział, że oto jest ostateczny dowód na to, że miał rację, bo gdy zasnęłam to po kryjomu wysmarował mi twarz sokiem z cytryny, żeby udowodnić mi, że rano nic mi się nie będzie kleić.

No więc jak sami widzicie nasz spór tak jakby już się zakończył. Małżeństwo także.