Ile trzeba zjeść czekolady, by nie zgubić się w IKEI?

Poszłam kiedyś do mojego szefa, by poprosić go o grant na konferencję na Islandii, a decyzję motywowałam tym, że bardzo chciałam zobaczyć renifera, a w sumie nie wiadomo, nie możemy wykluczyć, że te renifery też bardzo chciały zobaczyć mnie. No, i poszłam go o to prosić, a on mi na to powiedział, że to bardzo ciekawe, że przyszłam teraz prosić go o przysługę, bo on pamięta, że jak w zeszły czwartek to on przyszedł mnie o coś poprosić, to powiedziałam mu, że jestem szalenie zajęta obchodami polskiego święta narodowego, a on sprawdził w wikipedii i to nie do końca było takie święto jakiego się spodziewał, ale to akurat był niesprawiedliwy argument, bo ja kocham pączki, więc dla mnie tłusty czwartek miał bardzo silne znaczenie emocjonalne. I słuchajcie, mam nadzieję, że dzisiaj również pozostaliście w domu, by świętować tę najpuchatszą owcę na kalendarzowym pastwisku. To jest: Dzień Czekolady!!!!!!!!!!!!!! (nie ma tylu wykrzykników na tym świecie, by wyrazić moją ekscytację)

Jestem w pełni świadoma tego, że przekonywanie Was do tego, że czekolada jest najlepszym przyjacielem człowieka, to jak przekonywać Kitku, że jest najważniejszym mieszkańcem naszego gospodarstwa domowego. To znaczy: no raczej, wiadomo, elo. Niemniej jeśli macie wrażenie, że pani w cukierni zadzwoni na policję, jeśli jeszcze raz zobaczy Was przed witryną, to oto mam dla Was listę powodów, by jeść czekoladę, którą to listę możecie wydrukować i pokazywać wszystkim niedowiarkom, którzy twierdzą, że 36 kilogramów ciasta czekoladowego to jednak za dużo. A przecież nie jemy ich natychmiast, wszak jesteśmy dorośli, nie rzucamy na nie jak traszka karpacka na stonogę, potrafimy odczekać te dwanaście minut, minimum jedenaście.

I słuchajcie, to nie ma to tamto, jest to lista stworzona przez NAUKĘ.

Musicie wiedzieć, że klub miłośników węglowodanów, zdeterminowanych, by znaleźć naukowe dowody na konieczność jedzenia miłych rzeczy, jest całkiem spory. Na przykład Eha Nurk (2009) wraz z grupą norweskich badaczy mierzyła za pomocą różnych testów funkcje poznawcze i sprawność intelektualną swoich badanych, a następnie pytała ich, czy często umilają sobie życie takimi radościami jak: czekolada, wino i herbata. Tak, wiem, też nie rozumiem, co tam robi herbata. Wyniki okazały się rozkoszne: ludzie, którzy deklarowali spożywanie choć jednego z tych produktów, osiągali lepsze wyniki na testach niż ci, których życie pozbawione było przyjemności.

A w ogóle najwyższe wyniki w testach na inteligencję uzyskali ci, którzy otulali się czule pluszem czekolady, zapijali winem i jeszcze czasem herbatą, łohohoho, ale radość!

A wiecie, kto nie miał tyle szczęścia co skandynawscy badani? Szczury, które w innym badaniu były karmione ekstraktem z kakao. Czaicie, ekstraktem z kakao, to dopiero rozczarowanie! Weźcie to sobie w ogóle wyobraźcie: idziecie do restauracji, a tam podają wam ekstrakt z kotleta. Nie wiadomo, dlaczego Jean-Franois Bisson (2008) poskąpił swoim puchatym badanym prawdziwej czekolady, może bał się, że one mają takie małe łapki, że wieki całe miną, zanim odpakują choćby jedną tabliczkę.

Niemniej wyniki były obiecujące – szczury karmione kakaowym ekstraktem przechodziły przez labirynt znacznie szybciej niż ich koledzy na diecie.

Czyli widzicie, dobre wiadomości, jak następnym razem pojedziecie do IKEI, to najpierw obtoczcie się w kakao, to zmniejszycie prawdopodobieństwo, że tak jak Tomasz zgubicie się w dziale z meblami ogrodowymi i mama będzie Was wzywać przez megafon, co by nawet nie było takie dziwne, gdyby nie to, że Tomasz ma czterdzieści osiem lat.

A kto może czuć się najbezpieczniej w meandrach wszelkich labiryntów typu IKEA, czy też wniosek  o zwolnienie ze składek ZUS? A też to wiemy, dzięki badaniu TGI, czyli Target Group Index, które sprawdziło jakie grupy socjodemograficzne jedzą najwięcej tabliczek czekolady. A spytali o to aż 20000 ludzi, a to całkiem sporo, no jeślibyście ich wszystkich zaprosili na Wigilię, to najpewniej zabrakłoby Wam krzeseł. Niestety nie wiem, kiedy którego dnia dokładnie tych wszystkich ludzi pytano, a zdaję sobie sprawę, że to jest szalenie istotna informacja w tym sensie, że to jest dokładnie ten moment, kiedy powinniśmy pobiec do cukierni, bo będą najmniejsze kolejki.

Postanowiłam się skupić na heavy userach, czyli osobach, które jedzą ponad jedną tabliczkę czekolady w tygodniu – po pierwsze dlatego, by uhonorować ich dokonania w tym zakresie. Po drugie dlatego, że bardzo podoba mi się określenie „czekoladowego heavy usera”, mam wrażenie, że to jest najszlachetniejszy tytuł, jaki człowiek może otrzymać. I teraz uwaga – jeśli chodzi o płeć, to w dyscyplinie jedzenia tabliczek czekolady na ilości wygrywają mężczyźni, który to wynik mnie szalenie zaskoczył, no bo słuchajcie, ROBIĘ CO MOGĘ. Jeśli chodzi o wiek, to palmę pierwszeństwa dzierży grupa wiekowa 55-59 lat, co ma dla mnie całkowity sens, bo taki człowiek już wystarczająco w życiu widział i przeżył, by móc nabrać pewności, co do tego, co jest w życiu najważniejsze i że czekolada. Miałam również taką hipotezę, że ta grupa wiekowa z dużą dozą prawdopodobieństwa wyprawiła już swoje dzieci z rodzinnego gniazda i tym samym w końcu mogą przestać kitrać się z każdą węglowodanową zdobyczą pod tapczanem, no bo dzieci się kocha, wiadomo, życie by się za nie oddało, ale tabliczkę czekolady to już niekoniecznie.

 

Czasem to człowiek doświadcza takiego szczęścia, że czekoladę otrzymuje. Chociaż akurat te przesyłki promocyjne okazały się dla niektórych odbiorców szalenie rozczarowujące, gdy przekonali się, że to małe zapakowane jak czekolada to jest czekolada, a to duże zapakowane jak czekolada to jednak książka.

 

Okazuje się jednak, że nie możemy być tego pewni, bo jeśli chodzi o fazę życia, to w jedzeniu czekolady przodują rodziny z dziećmi lat 15 plus, co w sumie mnie nie zaskoczyło, bo jak się nad tym zastanowić, to w wieku  15 lat człowiek raczej obala na ławce w parku Leśnego Dzbana, a nie kinder niespodziankę. No chyba, że coś się zmieniło od czasu mojej młodości [‚]. A teraz uwaga, oto najważniejsze pytanie – jakie województwo dzierży kakaową palmę pierwszeństwa w liczbie mieszkańców ukochanych w jedzeniu minimum tabliczki czekolady w tygodniu? Słuchajcie, oto wszystkie województwa powinny teraz wstać i zacząć klaskać z uznaniem niczym najbardziej zadowolone w życiu foki. To znaczy – wszystkie oprócz województwa małopolskiego, bo mieszkańcy tegoż mogą teraz wstać i pięknie się ukłonić, a następnie przyjąć od pozostałych gratulacje i bukiety kwiatów. Brawo małopolska! Cieszę się, że nawet po tym jak opuściłam mury Uniwersytetu Janiny, a tym samym granice pięknego miasta Krakowa, Wy wciąż utrzymujecie wysoki poziom spożycia czekolady. I to mimo tego, że straciliście mój wkładu w postaci wiader kokosowych draży, nad którym pracowałam z szalonym zaangażowaniem podczas całych studiów.

Słuchajcie, ja rozumiem, że u osób, których grupa socjodemograficzna nie wygrała w tejże jakże szlachetnej czekoladowej olimpiadzie emocje kotłują się teraz jak pościel w nogach. I słusznie, bo tu nawet nie chodzi o splendor, honory, bukiety kwiatów – tu chodzi o zdrowie! Albowiem teraz chciałam Wam przedstawić parę naszych nowych najlepszych przyjaciół – Paulina Głodo i Barłomiej Matejko w swoim artykule (2019) piszą: „ciemna czekolada powinna być rekomendowana jako dobre źródło mangezu oraz prozdrowotnych polifenoli” (i cyk, kolejne długie słowo, które pozwoli Wam wygrać w Scrabble!!!).

Wtóruje im zresztą kolega Steinberg wraz ze swoją badawczą drużyną (2003), który w swoim artykule tłumaczy, że kakao i czekolada są na tyle niezbędne do optymalnego funkcjonowania wszystkich naszych układów, że – uwaga – aż namawia, by lekarze rodzinnej częściej namawiali pacjentów do spożywania ciemnej czekolady.

A, i jeszcze udowadnia, że czekolada jest dobre dla serduszka, no ale wiadomo, to to my wiedzieliśmy i bez badań.

No i widzicie, jak tu nie kochać nauki, naukowczyń i naukowców, skoro oto właśnie ukochali nas całą listą powodów, dla których powinniśmy dziś i codziennie siegnąć po naszą najlepszą przyjaciółkę czekoladę. Bo to i człowiek zdrowszy będzie i lepszy w sudoku, no i najważniejsze – w IKEI się nie zgubi. Nie mówiąc już o badaniu Franza Messerliego, w którym postanowił sprawdzić, ile trzeba zjeść czekolady, żeby zdobyć Nobla. Ale o tym już możecie przeczytać w pewnej książce zupełnie anonimowej autorki. Zresztą książce z czekoladą na okładce.

(Opisy badań o szczurach karmionych ekstraktem z kakao i ludziach, którym czekolada i wino pozwolą szybciej rozwiązać sudoku pochodzą z książki „Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby zdobyć Nobla. Wyniki badania konsumenckiego TGI (Target Group Index) przytaczam za zgodą firmy KANTAR, która je przeprowadziła)

Bibliografia:

Bisson, J.F., Nejdi, A., Rozan, P., Hidalgo, S., Lalonde, R., & Mes- saoudi, M. (2008), Effects of long-term administration of a cocoa polyphenolic extract (Acticoa powder) on cognitive performances in aged rats, British Journal of Nutrition, 100 (1), 94–101.

Steinberg, F. M., Bearden, M. M., & Keen, C. L. (2003). Cocoa and chocolate flavonoids: implications for cardiovascular health. Journal of the American dietetic association, 103(2), 215-223.

Głodo, P., & Matejko, B. (2019). Ciemna czekolada jako bogactwo flawonoidów–sprzymierzeńców w prewencji i leczeniu wielu schorzeń. Probl Hig Epidemiol, 100(2): 82-88

Nurk, E. (2013). Flavonoid-Rich Chocolate and Cognitive Improvement. In: Chocolate in Health and Nutrition (pp. 381-388). Humana Press, Totowa, NJ.