Kurier Jacek i jego chłosty od życia

Kolejny dzień życia pełnego przygód. Kurier zadzwonił, więc ja wbiegłam do przedpokoju zadowolona niczym jałówka na pastwisko po zimie, halo halo, dzień dobry, czwarte piętro, zapraszam.

No, bardzo byłam z siebie zadowolona, niemniej tylko przez chwilę, bo następnie zaszło sprzężenie trzech szalenie niekorzystnych okoliczności – po pierwsze, bardzo źle się tamtego dnia czułam. Po drugie, na dźwięk domofonu wyskoczyłam z łóżka jak najpiękniej wypieczony popcorn z garnka, co w sumie stawia pod znakiem zapytania moją analogię z jałówką, bo one podobno kroczą do domofonu dostojnym spacerkiem. No i po trzecie, akurat wtedy brałam leki, które powodują zawroty głowy. To wszystko zaś sprawiło, że jak tylko otworzyłam drzwi temu miłemu kurierowi Jackowi (jak donosił SMS), to dokładnie w tym momencie poczułam, że zaraz stracę przytomność, w sensie dosłownym. I jak na złość akurat ten plan postanowiłam wykonać natychmiast, no bo wiecie, to tylko jak mam na maila odpowiedzieć w robocie, to prokrastynuję to mniej więcej przez kolejne trzydzieści lat, istnieje jakiś powód, dla którego od 2012 roku nie muszę robić listy postanowień noworocznych, albowiem wszystkie są jeszcze aktualne.

No więc kurier Jacek przyszedł, ja mu drzwi otworzyłam, a następnie powiedziałam, że ja go bardzo przepraszam, ale ja pozwolę sobie tak się tutaj położyć na chwilę na podłodze, ale czynność ta ma charakter profilaktyczny, a nie że ja tu Rejtana strzelam w ramach protestu na obecną sytuację geopolityczną w Europie i Ameryce Wschodniej. No i słuchajcie, okazało się, że taka sytuacja nie jest jakoś wybitnie znana kurierowi Jackowi, albowiem szalenie się zmartwił, ratować mnie chciał, do szpitala na własnych rękach nieść, oczywiście gdyby nie to, że akurat miał je zajęte, bo trzymał w nich moją paczkę.

Niemniej serio, przemiły to był człowiek, posiedział ze mną, aż poczułam się lepiej i nawet numer telefonu mój wziął, by potem sprawdzić SMS-owo, czy wszystko okej. Ewentualnie, by dowiedzieć się, czy nie czeka na niego jakiś spadek, gdybym jednak fiknęła z tego łez padołu.

Trzy dni później, janinowy okaz zdrowia. Dzwoni kurier Jacek i ja tym samym cała stałam się nagle człowiekiem-determinacją, bo udowodnić mu chciałam, że oto jestem już zdrowa niczym najdorodniejszy jesiotr w tym życiowym jeziorze, ja zanim mu drzwi otworzyłam, to zdążyłam nawet przebrać się w dres, a następnie w nim wejść pod prysznic, by udawać, że właśnie skończyłam szalenie intensywny trening. No to otwieram drzwi, stoi kurier Jacek, ja – dla odmiany – tym razem również stoję. I tak sobie rozmawiamy, on że dobrze mnie widzieć w perspektywie pionowej, ja że dziękuję za wsparcie moralne ostatnim razem i jeszcze, że dzisiaj to nie przygotowałam dla niego żadnych niespodziewanych atrakcji, ho ho ho, I DOKŁADNIE W TYM MOMENCIE Kitku mój zdecydował się skoczyć na drzwi wejściowe, a następnie natychmiast drzeć ryja, że jednak chce z nich zejść, tylko nie potrafi.

Dalej sytuacja zmieniała się dynamicznie: ja próbuję kota ściągnąć, ale idzie mi słabo, Iwona Pawlovic to by mi dała za styl dwa punkty na dziesięć, co byłoby o tyle niesympatyczne, że niewiele w tym wszystkim było mojej winy, bo problem polegał na tym, że niewiele mnie jest na osi Y, w sensie, że niska jestem. No więc ja walczę z tym kotem na tych drzwiach, ale cudów nie ma, nie dosięgam, kot wciąż drze ryja, SPOJRZAŁAM NA KURIERA JACKA.

Dalej było tak: kurier Jacek próbował uratować mi kota, mój kot zaś natychmiast przypomniał sobie wszystkie instrukcje z kocioplanety, które stanowią, że gdy chcesz z jakiejś wysokości zejść, to im bardziej nie potrafisz tego zrobić, tym bardziej musisz zapierać się wszystkimi łapami przed jakąkolwiek pomocą. Walka trwała przez kilkanaście minut, a rozstrzygnięcie nie było jakoś szalenie zadowalające dla kuriera Jacka, bo skończyło się tak, że Kitku brawurowo skoczył mu na głowę, użył jako ludzkiej drabiny, by zejść na podłogę, a następnie z godnością udał się do swojego Cat Mahal.

I przed chwilą – SMS z rana. „Dziś kurier Jacek podejmie próbę dostarczenia twojej paczki”. No proszę państwa, wcale nie jestem pewna, czy dostarczy. Raczej obstawiałabym, że już dawno wyjechał z kraju i zmienił imię, nazwisko i zawód.