Polityka nienawiści względem rodzynek i oczu podkrążonych jak u gekonów

Właściwie to nie winię pani sprzedawczyni za to, że wezwała ochroniarza, choć jako świadomy konsument uważam, że mam pełne prawo klęczeć przed półką z produktami kosmetycznymi tak długo, jak tylko mam ochotę, zwłaszcza w tej dramatycznej sytuacji, kiedy to trybunał praw człowieka w Strasburgu wciąż nie odpowiedział na najbardziej palące wyzwanie obywatelskiego świata, to jest nie ustanowił standardów dotyczących prób badawczych używanych w badaniach konsumenckich i komunikowanych w przekazach reklamowych, ani nawet nie odpowiedział na żaden ze 139 listów, które im w tej sprawie wysłałam.

No i wczoraj było tak: dwa kremy pod oczy, ta sama firma, ta sama wielkość, ta sama cena. Na jednym napisane było, że krem PRZECIWZMARSZCZKOWY pod oczy. Na drugim, że NAWILŻAJĄCY krem pod oczy. Mój boże, przecież to jak tragedia antyczna, człowiek w ogóle nie został stworzony do podejmowania tak dramatycznych decyzji, jak ta, czy lepiej w życiu być pomarszczonym, czy wysuszonym, dajcie spokój, zmarszczyło i wysuszyło to się kiedyś winogrono, a potem sprawy wymknęły się spod kontroli i świat opanowała polityka nienawiści względem rodzynek.

O, ale wiecie, co było na tych kremach? Statystyki. Statystyki badań klinicznych. Takie co tam donosiły, że ile procent badanych po miesiącu stosowania zauważyło mniejsze cienie pod oczami albo wygładzone zmarszczki, albo poprawę nawilżenia, albo że w ogóle odmłodnieli tak, że jak ich policja spotkała na ulicy, to natychmiast odprowadzili do przedszkola i całą resztę dnia spędzili rysując szlaczki wraz z pozostałymi “Muchomorkami”. I teoretycznie to ja mogłam sobie tak to tylko porównać, że jak 50% badanych wychwala jeden krem, a drugi to tylko 37%, no to elo, ja nie chcę podzielić losu 13% badanych, co to do dziś chodzą z oczami jak zmęczony gekon. Niemniej szkopuł był . jeden – nierównoliczne próby. Bo w jednych badaniach przepytali 127 osób, a w drugich 73, no i teraz wiem, co sobie myślicie – myślicie sobie, że jezuchryste, to tylko krem pod oczy, przecież nie będziecie przeliczać teraz tych wszystkich wartości, żeby porównać skuteczność obu produktów, najlepiej wziąć po prostu ten, do którego gratis dodają sokowirówkę do czosnku. No i wiecie co? Macie całkowitą rację, w ogóle nie musicie tego robić, albowiem zrobiłam to za Was.

Przyznać trzeba, że pan ochroniarz był szalenie wyrozumiały, nawet całkiem się zainteresował moimi działaniami, gdy już mu wyjaśniłam, czemu tak tu siedzę na podłodze od dwudziestu minut i liczę dużo rzeczy, “no i co – spytał – już policzyła pani, który jest lepszy?”.

No proszę pana, oczywiście. Na cóż by nam była nauka, gdybyśmy nie potrafili używać jej do znajdowania odpowiedzi na najważniejsze pytania codziennego życia? Na cóż badania, jeśli nie byłyby nam latarnią morską wskazującą kierunek w mrocznych burzach niepewności szalejących przy półkach sklepu kosmetycznego? Na cóż ta cała statystyka, gdyby nie potrafiła numerycznie wykazać, która decyzja zakupowa ma większy sens z punktu widzenia konsumenta? Panie ochroniarzu, ja już wszystko policzyłam i oto już wszystko wiem:

otóż oba kremy tak samo nie działają.