Teleturniej badań ankietowych i ludzie-kłamczuszki

Czasem chciałabym być nauczycielem geografii, bo wtedy mogłabym usiąść na środku klasy i kazać biegać studentom dookoła mnie, i tłumaczyć im, że ja jestem słońcem, oni planetami, a tak właśnie wygląda układ słoneczny. Oczywiście nie narzekam, bo przedmioty, których uczę, też dają mi spore możliwości, no ale ileż można przychodzić na zajęcia przebranym za kalkulator.

planet-costume

Nie widziałam tego zdjęcia zanim napisałam ten tekst, ale okazuje się, że jednak w internecie rzeczywiście jest wszystko

Chociaż pochwalę się Wam, że ostatnio to wczołgałam się trochę na pagórek kreatywności, gdy tłumaczyłam moim studentom, że średnia arytmetyczna to taki sprzedajmy labrador miar tendencji centralnych, czyli niby miły, niegroźny, wszyscy lubią, ale tak naprawdę szalenie łatwo go zmanipulować kiełbasą wartości skrajnych. I ja opowiadam im na przykład, że gdybyśmy chcieli policzyć średnią masę ciała w tej klasie, no to to dość proste, dodajemy: ja – 50 kilo (tu śmieję się jak opętana z własnego dowcipu), później waga kolegi, koleżanki, dzielimy przez liczbę osób, ciach, jest średnia i to całkiem rzetelna, no bo wszyscy ważmy podobnie. Ale co by było – tłumaczę dalej – gdybyśmy chcieli policzyć średnią masę ciała wszystkich w tej klasie, a tu by nagle weszły trzy słonie i to nie że takie zwykłe słonie, ale takie słonie po wizycie u babci i wiele lat po ślubie, czyli dość okrągłe, i te słonie przychodzą, i siadają w ławce, i co my byśmy wtedy zrobili?

A oni mówią: zdjęcia.

No ja tam akurat miałam na myśli liczenie mediany, ale za wrzucenie mediany na fejsa to się jednak dostaje znacznie mniej lajków, wiem, bo sprawdzałam. No i widzicie, to jest właśnie moje życie. A w tym samym momencie gdzieś tam jakiś nauczyciel geografii świetnie się bawi, udając układ słoneczny.

Niemniej z dobrych wiadomości, to mam taki jeden temat z metodologii, który bardzo lubię, i w uczeniu którego przeszłam sama siebie, po tych zajęciach, to ja sama sobie biję brawo i wysyłam sobie kartki gratulacyjne, a że irlandzka poczta się nie śpieszy, to ja zapominam, że je wysłałam i jak one później do mnie przychodzą, to się strasznie jaram, że ktoś wysłał do mnie kartkę i jeszcze na dodatek mówi mi w niej, że jestem świetna. To są takie zajęcia, na potrzeby których stworzyłam teleturniej o badaniach ankietowych i mój boże, to jest taki zabawny teleturniej, że uważam, że jest tylko kwestią czasu aż kupi go ode mnie jakaś telewizja, a prowadzić go będzie Małgorzata Rozenek, bo trochę mam nadzieję, że jak przyjdzie podpisywać kontrakt, to mi przy okazji trochę posprząta.

Muszę Wam powiedzieć, że ja kocham badania ankietowe, to mój ulubiony temat na świecie, ja swoją córkę nazwę Kafeteria, uszyję jej pluszaka w kształcie kwestionariusza, a potem będziemy się wspólnie bawić w operacjonalizację zmiennych, przynajmniej do czasu, aż dorośnie na tyle, że zadzwoni do odpowiednich instytucji, by powiadomić je, że sama chce się oddać do adopcji.

W każdym razie teleturniej polega na tym, że mamy drużyny, i różne pytania, i zadania, i próby przekupstwa mojej osoby, i wszyscy bardzo dużo krzyczą, i generalnie to moi studenci są wtedy jak takie entuzjastyczne koty, które nie do końca wiedzą, że tak naprawdę podtykam im gorzką tabletkę edukacji w miłym pasztecie z dzika. No i my gramy, są emocje, kolejna runda, pytanie dotyczy efektu społecznych oczekiwań (social desirability bias), to jest takiej tendencji, że gdy odpowiadamy na pytanie ankietowe, to zaznaczamy odpowiedź, która pokazuje nas w jak najlepszym świetle, a niekoniecznie jest tą prawdziwą. No, takie z nas kłamczuszki.

To generalnie jest dość ciekawe, bo badania pokazują, że są zachowania, których częstotliwość lubimy zawyżać (na przykład chodzenie na siłownię, ale to to ja tylko słyszałam, bo ja akurat na to pytanie zawsze odpowiadam zgodnie z prawdą, że na siłowni byłam trzy razy, z tym że być może nie dopowiadam, że trzy razy w życiu, a nie że w zeszłym tygodniu) i są też takie czynności, których prawdziwą częstotliwość zaniżamy, na przykład korzystanie z wszelkich używek, typu: alkohol, papierosy, a w przypadku mojego męża również kiełbasa. Wyjątkiem jest częstotliwość (niepełnoletni niech zasłonią teraz oczy) kontaktów seksualnych, a tym którzy nie wiedzą, tłumaczę, że kontakt seksualny to jest wtedy, jak pan z panią się bardzo kochają i pewnego dnia dają sobie buzi na golasa i to jest miłe, chyba że są przed ślubem, no to niezbyt miłe, no bo spłoną w piekle. No i z tą liczbą partnerów i kontaktów seksualnych to jest tak, że mężczyźni mają tendencję do jej zawyżania, a kobiety do zaniżania. Ciekawe, nie? Mam nadzieję, że w tym momencie choć pięcioro z Was wstało i zaczęło klaskać przed komputerem z uznaniem.

Dobra, wracamy do klasy. Sytuacja wygląda tak, że ja pytam jak nazywamy taką tendencję do odpowiadania na pytania tak, żebyśmy wyglądali na porządnych ludzi, a oni w ogóle nie potrafią sobie z tym pytaniem poradzić, oni myślą, myślą, długo nie wiedzą i ja im podpowiadam, że sociaaaaaaaal…, sociaaaaaaaaaaaaal deeee.., sociaaaal desiiii…, i wtedy jeden przypomniał sobie, ryknął: SOCIAL DESIRABILITY BIAAAAAAAS!!!!!!!!!, a to była poprawna odpowiedź, POPRAWNA ODPOWIEDŹ, więc w mojej głowie to brzmiało tak, jakby właśnie anioł przygrywał „Odę do radości” na harfie, co jedwabne struny ma plecione przez łabędzie, a z tego zachwytu liście spadające z drzew zatrzymały się w pół drogi, wszystkie delfiny świata wyskoczyły z wody ułożywszy się w kształt ogromnego serca, a gdzieś tam narodziły się małe labradory.

giphy-2

A potem kończymy zajęcia i ja mówię, że zwycięska grupa może wybrać sobie nagrodę, to jest albo na następnych zajęciach będziemy jeść cukierki albo skończymy wykład 10 minut wcześniej, a oni mówią, że wolą cukierki, co mnie w sumie trochę martwi, bo ja mam dopiero dwadzieścia osiem lat i jeszcze nie umiem się dzielić z innymi dziećmi. A potem jeszcze mówię koledze od ostatniego pytania, że on może sobie wybrać specjalną nagrodę, a on pyta jaką, a ja mówię, że w sumie dowolną, a on mnie pyta czy mam ksero w biurze, a ja mówię, że mam, a on mówi, że to wspaniale się składa, bo z wszystkich rzeczy na świecie, to on ma takie marzenie już od wielu lat, tylko jedno marzenie, i zapamiętajcie ten moment, bo być może i Wam kiedyś przyjdzie skorzystać z tej czułości losu, jaką jest spełnienie najskrytszych pragnień zapisanych po wewnętrznej stronie Waszych serc. Być może też kiedyś staniecie przed tak ważnym wyborem i będziecie wiedzieć, że oto jest ten najważniejszy moment w Waszym życiu, nie wolno go zmarnować, albowiem – jak mawiał Walt Disney – czymże bylibyśmy bez marzeń? Ziemią jałową, co na deszcz ożywczy z utęsknieniem czeka.

– Jedno takie wielkie marzenie mam, Janina – opowiada mi student –

…chciałbym sobie skserować twarz.