Tester bigosu w dżungli zatrudnienia – zaproszenie na spotkanie

Z upodobaniem czytam wywiady z Mądrymi Ludźmi, w których tłumaczą wszystkim, że o tym, że zostaną światowymi ekspertami w dziedzinie DNA, to przekonali się już w okolicach przedszkolnych – jak inne dzieci rysowały z zeszytach szlaczki, to oni wzory chemiczne, jak bawiły się w dom, to one w syntezę oligonukleotydów, a ich ulubionym daniem na stołówki był makaron świderki,  no bo on totalnie wygląda jak kwas deoksyrybonukleinowy. No, są tacy ludzie. I jestem też ja. Która owszem, miała ogromne plany dotyczące swojej zawodowej przyszłości, ale to było zanim okazało się, że nie, nie istnieją studia na kierunku: Tester Bigosu.

Osobiście uważam, że nie ma nic złego w takim poczuciu, że człowiek jeszcze nie do końca wie, co chce w życiu robić – nieważne czy jest w przedszkolu, po maturze, po studiach, czy też już w jakimś momencie swojej zawodowej ścieżki, która nagle przestała mu się podobać. Pamiętajmy, że są decyzje, których nie możemy podejmować tak hopu siupu, których podjęcie wymaga czasu, rozwiązania szeregu równań decyzyjnych i rzetelnej analizy SWOT, i mówię tu nie tylko o wyborze ulubionej marki majonezu, czy ulubionego kotleta.

Wiecie, to nie wszyscy mieli w życiu tak łatwo, jak ja, kiedy to pierwszą pracą po studiach, do jakiej aplikowałam, była posada rozdawacza balonów w w świątyni hamburgerów i cholesterolu, i tamże opis obowiązków był w miarę zbliżony do nazwy posady, albowiem słuchajcie, ta praca polegała na tym, że się rozdawało dzieciom balony. Oprócz tego, że czułam się szalenie kompetentna do wykonywania kluczowych czynności wymaganych na tym stanowisku, to czułam się szalenie mocno związana emocjonalnie z moim przyszłym pracodawcą, a zwłaszcza z ich czizburgerami, więc ja aplikowałam, CV naszkicowałam, list motywacyjny trzasnęłam i tam trzeba było wypełnić bardzo dużo formularzy i testów, i ja je wypełniłam, a kilka dni później otrzymałam odpowiedź, że niestety nie otrzymam pracy na stanowisku rozdawacza dzieciom balonów, albowiem oblałam wymagane testy psychologiczne. No i właśnie dlatego zostałam nauczycielem.

Dajcie spokój, w tym wszystkim od początku nie było miejsca na przypadki, wszak musicie wiedzieć, że ja na całych studiach oblałam tylko dwa egzaminy: jeden z języka angielskiego i drugi z regresji statystycznej, i właśnie dlatego teraz uczę regresji statystycznej po angielsku.

No, takie to miałam ścieżki zawodowego rozwoju, które okazały się być kręte niczym algorytmy reklamowe facebooka, które od wczoraj proponują mi kurs na zostanie trenerem tańca towarzyskiego. No spoko, Facebooku, lada chwila zostanę tym trenerem, jako człowiek który ryzykuje śmierć poprzez zaplątanie w legginsy za każdym razem, gdy próbuje przywdziać strój sportowy.

Ale muszę Wam powiedzieć, że w gruncie rzeczy za wszystkie te zawodowe ścieżki i wyrysowane na nich pętle i zygzaki jestem szalenie wdzięczna. Myślę sobie, że to zupełnie OK nie wiedzieć od razu i z marszu, co się chce w życiu robić. Zupełnie nie OK jest natomiast marnować się w robocie, która wywołuje w nas entuzjazm na poziomie kamienia*.

*Czyli żaden. Nie dotyczy geologów, bo oni się jarają kamieniami.

I właśnie dlatego chciałam Was zaprosić na Festiwal Pracy JOBICON organizowany przez Pracuj.pl, gdzie będziemy mieli okazję osobiście się spotkać osobiście i porozmawiać o życiu. W sensie tym zawodowym, ale jak będzie trzeba to o kotletach też. Festiwal odbywa się w trzech miastach: Warszawie, Wrocławiu i Krakowie, i na wszystkich trzech wydarzeniach mnie znajdziecie, albowiem będę tam, by wygłosić najważniejszy wykład w swojej karierze, to jest:

“Zastosowanie hierarchicznej estymacji bayesowskiej w szacowaniu wartości dochodów ludności dla powiatów łódzkiego i kieleckiego”.

A nie, czekajcie, to jest mój wykład na nadchodzącą Wigilię z rodziną. Na JOBICONIE będę mówić o czymś trochę innym, tytuł tamtej prezentacji brzmi:

“Bądź labradorem interakcji społecznych i zwinną gazelą słowa! O umiejętnościach niezbędnych w życiu zawodowym”.

Będzie o tym, że w dzisiejszych czasach wymagania pracodawców mogą stanowić wyzwanie zarówno dla studentów, absolwentów, jak i tych, którzy już od jakiegoś czasu przedzierają się przez dżunglę zatrudnienia, a to nie każdy jest Indianą Jonesem albo gorylem nizinnym, żeby czuć się w tym środowisku jak truskawka w śmietanie. W tej prezentacji opowiem o tym, jak pisać i mówić o sobie, by chcieli nas słuchać inni ludzie niż mama. Nauczymy się, jak unikać generycznych narracji rozcieńczonych jak przedszkolny kisiel, tych o “młodym pracowniku z pasją, który wie, że dzisiejsze decyzje wpływają na jutrzejsze rezultaty”. Po drugie, porozmawiamy o umiejętności absolutnie niezbędnej na dzisiejszym rynku pracy, która sprawiła, że zza uczelnianego biurka trafiłam na okładkę “Wysokich Obcasów” i teraz mama jest dumna. Tak jest, porozmawiajmy o networkingu i dlaczego warto być labradorem interakcji społecznych.

Co poza tym?

W Warszawie i Wrocławiu oprócz mnie będziecie mogli posłuchać też Doroty Wellman, a w Krakowie – Ewy Chodakowskiej i to najpewniej będzie jedyne wydarzenie, na którym kiedykolwiek wystąpimy wspólnie (no bo patrz ten akapit o człowieku-Janinie pokonanym przez legginsy).

Będziecie mogli skonsultować swoje CV i wziąć udział w symulacjach rozmów rekrutacyjnych, z tym że z ekspertami, nie że z moją osobą, bo ja najpewniej akurat będę przy stoliku z cateringiem. Poza tym będą tam też pracodawcy i bardzo wiele ofert pracy, do skorzystania przez każdego – nieważne, czy jesteś absolwentem świeżutkim jak drożdżówki z rana, czy też po prostu zainteresowany zmianą pracy lub rozeznaniem się, co tam w dżungli zatrudnienia słychać. Właściwie to jest taki festiwal dla każdego studenta i absolwenta, jedyne co, to może być tak, że nie będzie tam żadnych sensownych ofert pracy dla gołębi, albowiem one nie potrzebują brać udziału w żadnych procesach rekrutacyjnych, wystarczy że załączą do CV swoje zdjęcie, na którym noszą na sobie kromkę chleba jak korale, i natychmiast dostają umowę o pracę.

Której później i tak nie mogą podpisać, no bo nie mają kciuków.

Udział w wydarzeniu jest darmowy, ale trzeba się zarejestrować i można to zrobić tu:

I ja uważam, że byłoby bardzo klawo, gdyby ktoś się jednak zarejestrował, bo to zawsze miło, jakby na tym moim wykładzie był ktoś oprócz mnie, kto będzie się śmiał z moich własnych dowcipów. No bo na gołębia Michała to ja nie mam, co liczyć, bo on jest ostatnio dość przybity po tym, jak co prawda dostał tę posadę kierowcy autobusu, ale potem pierwszego dnia pracy okazało się, że nie dosięga nóżkami do pedałów i jeszcze źle skręcił na rondzie, bo rozkojarzył go obwarzanek na chodniku.