2/3 życia bez prawa do głosowania

Od zawsze szalenie mnie wzrusza ten widok, który nie zmienia się bez względu na to, czy głosowałam w rodzinnych Gliwicach, za czasów studenckich w Krakowie, w Szkocji, Irlandii czy teraz we Wrocławiu, i to jest taki obrazek jakby z najdoskonalszej pocztówki:

starsi ludzie, którzy idą do lokalów wyborczych odświętnie ubrani. I to nie jest taka odświętność byle jaka, taka jak my udawaliśmy na rozpoczęciu roku, że człowiek krawat na gumce założył do spodni dresowych i proszę bardzo, arbiter elegancji – oni są zawsze pięknie ubrani, jak na najwspanialszą uroczystość. Panie w garsonkach, w koralach, starannym makijażu. Panowie w pełnych garniturach, białych koszulach, eleganckich butach. Ubrani jak na najważniejsze święto. Bo w gruncie rzeczy oni wiedzą znacznie lepiej niż my, że tak, wybory to jest prawdziwe święto, być może najważniejsze w kalendarzu. Bo oni pamiętają, że w tym naszym obowiązku postawienia krzyżyka na karcie do głosowania nie ma nic oczywistego i nie zawsze było nam dane.

A potem obejrzałam film, na którym 92 letnia pani Barbara pojechała do konsulatu w Waszyngtonie zagłosować, ledwo już chodziła, pięć osób jej pomagało, i ona tak uroczyście głos wrzuciła do urny i potem opowiedziała, że teraz ma 92 lata i wyraźnie pamięta, że po raz pierwszy historia dała jej prawo zagłosować, gdy miała 60 lat. 32 lata temu. 2/3 życia bez takiego prawa.

Nie ma nic oczywistego w tym, że możemy dziś głosować. Jeśli ktoś choć przez chwilę uważał na historii, a nie tylko rysował karykatury nauczycielki w zeszycie*, to wie też, że dojście do tego momentu wcale nie było też proste. Więc z szacunku do tych przepięknie ubranych pań w garsonkach i panów w garniturach – co mają siwe włosy i pamięć o mroczniejszych czasach – idźcie zagłosować. Ładna pogoda jest, więc wracając można iść na lody. (Ja zjadłam dwie gałki!!!)

Nie mówiąc już o tym, że dziś nie wszyscy mają takie szczęście jak my, nie wszyscy mogą głosować 😔

*Pani profesor, ja nie rysowałam, to kolega Owoc!!!!