Uprzywilejowania ptactwa hodowlanego w życiu narodu polskiego

Ostatnio sporo myślę o uprzywilejowanej pozycji ptactwa hodowlanego w życiu narodu polskiego. Na przykład wczoraj: pojechałam zostać żywą kolorowanką, bo miałam ku temu ważny powód, to jest – chciałam zostać żywą kolorowanką.

Pojechałam, ale ta podróż – niczym wszystko w moim życiu – poszła mi dość nienachalnie, albowiem jechałam do czasu aż przestałam jechać, albowiem tramwaj stanął. Fakt ten wszyscy pasażerowie przyjęli z radością, bo musicie wiedzieć, że była to pewna miła odmiana, biorąc pod uwagę, że wrocławskie tramwaje posiadają tylko dwa stany skupienia i jest stan jeżdżący, i stan wykolejony. Z czego zdecydowanie częściej zdarza się co drugie, co ja zaś totalnie rozumiem, bo wyobrażam to sobie tak, że tramwaj jedzie, jedzie, w końcu postanawia się, że strasznie się zmęczył tym jechaniem swoim i cyk, drzemeczka. Tym razem jednak stanął, a sprawa była o tyle zaskakująca, że motorniczy chwilę później po prostu wstał i wyszedł, elo. W sumie nie wiedziałam dlaczego, ale pomyślałam, że może też zapragnął drzemki, a kimże ja jestem, żeby go oceniać, ja kiedyś byłam umówiona na 18 na telefon z moim prawnikiem i się na niej nie pojawiłam, bo zaspałam.

No to czekamy, a jak już się znudziliśmy tym czekaniem, to znalazł się pewien ochotnik-bohater, który postanowił sprawdzić, o co biega, a raczej dlaczego właściwie tramwaj nie biega po tramwajowemu, to jest nie zmienia swojego położenia. Wyszedł, wrócił i orzekł, że w tym wszystkim chodzi o to, że przez torowisko próbuje się przedostać rodzina kaczek i teraz motorniczy grzecznie przeprowadza je na drugą stronę, a kibicuje mu cały przystanek tramwajowy, a także połowa klientów pobliskiego Żabsona. No i teraz słuchajcie, jak ci mili ludzie z tramwaju to usłyszeli, to pagolopowali do okien niczym najbardziej zadowolone w życiu antylopki na stepie, z wyjątkiem tych, którzy wylegli na zewnątrz, żeby całą heroiczną przeprawę rodziny kaczek uwiecznić na filmie

a ja pomyślałam sobie, że mój boże, przecież jak ta pani kaczka wróci dziś do domu i opowie o tym wszystkim koleżankom, to nikt jej nie uwierzy.

Choć w tej całej sytuacji było tylko kilka osób niewzruszonych porywającą historią kaczej rodziny, w tym jeden człowiek ewidentnie oburzony tą niesprawiedliwością losu, „ej – rzekł do swojej partnerki – a czemu mnie właściwie nikt nie klaszcze i nie gratuluje, gdy przechodzę przez ulicę?”. Pytanie było słuszne. No bo cóż to za kuriozum, że rodzina kaczek otrzymuje owacje na stojąco po ukończeniu czynności przejścia przez przejście, a tysiące ludzi codziennie robi to samo, niemniej ich osiągnięcia w zakresie przejścia przez ulicę pozostają w cieniu ludzkiej ignorancji i niedocenienia.

„Nie no, serio – ciagnie głośno temat Oburzony – czemu mnie nikt nigdy nie klaszcze?”

Co było pytaniem niezwykle trafnym, jednak nie aż tak trafnym, jak odpowiedź jego partnerki:

„A umiałbyś ojebać dżdżownicę? No właśnie. A kaczka tak”.