Byłam ostatnio na takim spotkaniu, w którym uczestniczyli tylko ludzie o transparentnych twarzach, wzroku pustym, policzkach poprzecinanych wąwozami łez. Mrużyli oczy, rażeni kolorami na powerpointowych prezentacjach, bo zbytnio kontrastowały z szarością ich codziennego życia. Przez wiele godzin mówili o tym, co rozczarowujące i trudne, a każde słowo na nowo rozdrapywało ledwo zabliźnione rany brutalnych wspomnień i traum. Kobiety płakały otwarcie, mężczyźni wstydliwie chowali twarze przed widokiem tłumów. Beznadzieja witała się z rezygnacją, a marazm przybijał im piątkę. Na pewno zastanawiacie się gdzie właściwie byłam – na grupie wsparcia dla ludzi cierpiących na długoletnią depresję? Na spotkaniu dla osób na diecie? Na zlocie fanów „Ukrytej prawdy”? Nie, na krajowej konferencji dla nauczycieli uczących statystyki. To jest tych ludzi, którym studenci z reguły mają ochotę zadać tylko jedno, jedyne pytanie:

tumblr_mezlpvvzCo1rxis0k

Osobiście bawiłam się na tej konferencji świetnie. Po pierwsze dlatego, że zbiorowa apatia wszystkich zgromadzonych obejmowała absolutnie wszystkie dziedziny życia i tym samym nikt nie interesował się darmowymi ciasteczkami. Po drugie, spotkanie to dawało zupełnie unikalną możliwość uzyskania wsparcia od ludzi sobie podobnych i to tego wsparcia najlepszego rodzaju, kiedy to okazuje się, że inni mają gorzej. Na przykład wtedy, gdy dyskutowaliśmy na temat tego, komu ile razy student rozpłakał się na zajęciach i okazało się, że mój jeden płaczący student jest jedynie kroplą w oceanie studenckich łez wywołanych przez pozostałych nauczycieli. Na czele z panem, który opowiadał, że kiedyś w trakcie jego zajęć student się rozpłakał, wybiegł z sali, a następnie zamknął w łazience i oznajmił, że już nigdy nie wyjdzie. Zdanie zmienił po dwugodzinnych negocjacjach, a i to tylko dlatego, że przypomniał sobie, że musi nakarmić kota.

Na szczęście wiadomo, że gdy ktoś zbiera w jednym miejscu wszystkich nauczycieli statystyki kraju, to z tej fuzji wielkich umysłów powstać może li i jedynie genialne rozwiązanie wszelkich problemów związanych z nauczaniem tego przedmiotu. A mianowicie: postanowiliśmy ustanowić sobie własną nagrodę, którą to nagrodę następnie sami sobie będziemy przyznawać. Tak jest, raz do roku przyznawana będzie nagroda dla najlepszego nauczyciela statystyki w Irlandii, czym najpewniej byłabym zainteresowana, gdyby nie to, że w tamtym akurat momencie pustki przy stole z ciasteczkami były mi najlepszą nagrodą i czułym opatrunkiem na wszystkie obrażenia poniesione w pedagogicznych bitwach.

I nie wiem dokładnie czy chodziło o intelektualną energię uczestników konferencji czy też raczej o wysoki poziom cukru we krwi spowodowany nadużyciem ciasteczek, dość jednak powiedzieć, że kolejnego dnia obudziłam się jako nowa, lepsza wersja siebie. Janina 2.0. Człowiek-nauczyciel i to nie byle jaki nauczyciel! Nauczyciel-opiekun, nauczyciel-drogowskaz, nauczyciel-przyjaciel. Na zajęcia wkroczyłam przepełniona energią i entuzjazmem, co spotkało się z dużym uznaniem moich studentów, a raczej najpewniej by się spotkało, gdyby nie to, że gdy weszłam do sali, to akurat wszyscy byli zajęci oglądaniem na jutjubie kozy przebranej za księżniczkę.

To się nawet dobrze składało z tą kozą, bo na czas tamtych zajęć planowałam pozostać w tematach farmerskich i zapoznać studentów z błędem drugiego rodzaju, który to błąd drugiego rodzaju postanowiłam objaśnić na brawurowym przykładzie miłego, irlandzkiego farmera, który to farmer posiadał stado owiec i optymistycznie założył sobie, że w pobliskim lesie nie mieszka wilk, a że bardzo swoje owce kochał, to na wszelki wypadek poszedł jeszcze do sąsiada się upewnić i sąsiad potwierdził, że w tamtym lesie żadnego wilka nie widział, ale okazało się, że sąsiad był złym człowiekiem i kłamał, bo w lesie jednak mieszkał wilk, który to wilk zjadł miłemu farmerowi wszystkie owce.

Oczywiście może być tak, że w pewnym momencie pogubiłam się w tej metaforze, ale to głównie dlatego, że zawsze gdy podaję takie przykłady, to moi studenci zadają mi tysiące bardzo istotnych pytań pomocniczych, typu: ile było owiec? a także: który to był las? Ogólnie jednak owcza metafora okazała się umiarkowanym sukcesem, głównie dlatego, że studenci nie potrafili dojść do porozumienia, czy za śmierć owiec obwinić należy głupiego farmera czy złego sąsiada, za to całkowicie zgadzali się w jednej kwestii, to jest że wciąż nie mają pojęcia o co chodzi w błędzie drugiego rodzaju. W kolejnej grupie postanowiłam więc porzucić metaforę martwych owiec i smutnego farmera, albowiem samokrytycznie stwierdziłam, że to od samego początku był zupełnie idiotyczny przykład, wszak owce są takiego urocze, że nikt nie chciałby myśleć zbyt wiele o martwej owcy.

owca2

Błąd drugiego rodzaju, tłumaczyłam więc studentom z kolejnej grupy, to jest zupełnie tak, jakby dziewczyna sobie założyła, że wcale nie jest w ciąży, a potem zrobiła test ciążowy i on rzeczywiście wyszedł negatywnie, co ową dziewczynę szalenie ucieszyło, ale zupełnie niesłusznie, no bo dziewczyna tak naprawdę była w ciąży, wszak test ciążowy – zupełnie inaczej niż ja – czasem się myli. Taką właśnie oszałamiającą historię opowiedziałam moim studentom i spytałam czy rozumieją, ale w ogóle nie rozumieli. Koleżanka spod okna kręciła z niedowierzaniem głową, jego kolega powiedział, że musi wyjść zadzwonić, dziewczyna z pierwszego rzędu natychmiast postanowiła przedyskutować kwestię z koleżanką, a kolega obok długo ze sobą walczył, ale w końcu nie wytrzymał i poprosił o pomoc w wyjaśnieniu wątpliwości:

– And what exactly do you mean – spytał – when you say that pregnancy tests do not always work?!

No dobrze, więc moi studenci wciąż nie mają pojęcia, co to jest błąd drugiego rodzaju. Ale być może wiedzą już ciut więcej o życiu. Zresztą ja też – wiem już, że w tych trudnych momentach, kiedy nie wiesz czy wybrać pomiędzy metaforą martwej owcy a niedziałającego testu ciążowego, zawsze wybrać należy martwą owcę. Tu też z pomocą przychodzi statystyka – z dużym prawdopodobieństwem orzec mogę, że wśród rzeczy, którymi martwią się moi studenci w niektóre poimprezowe poranki, nie ma martwych owiec.

Zdjęcie żywej owcy, potencjalnej ofiary błędu drugiego rodzaju, pochodzi stąd