A gdyby tak zbankrutować na literaturze? [Promocja na 10 książek, które polecam]

Promocje ufundowało dla Was wydawnictwo W.A.B.

Zima. Czas głodowania przy pełnej lodówce, bo „zostaw, to na święta”. Czołgania się po panelach z finezją dżdżownicy po to, by dziecięca wiara w św. Mikołaja nie roztrzaskała się jak o górę lodową rzeczywistości z finezją Titanica. No i jeszcze czas swetrów z reniferem, których szyk i klasa sprawiają, że każdy z nas czuje się jak najpiękniej polukrowany pierniczek codzienności. A, no i jest coś jeszcze, co całkiem nieźle charakteryzuje zimę. Otóż: wtedy jest zimno. 

Który to problem właściwie ma dość proste rozwiązanie, bo wystarczy, że znajdziecie się w okolicy jakiegoś miłego koca, następnie zawiniecie się w niego niczym najdoskonalszy w świecie krokiet i z tej pozycji będziecie pokonywać wszelkie przeciwności losu w postaci zbyt niskiej temperatury czy zbyt dalekiej odległości do lodówki. Niemniej nie ma tego złego, dziś mam dla Was pewną pociechę w tym trudnym dla nas wszystkich czasie, a mianowicie: kilka polecajek książkowych, jak również kod, który obniża ich ceny (wyjściowe!) od 30%-40% (w zależności od tytułu). W dalszej części wpisu znajdziecie krótkie recenzje przecenionych pozycji, bo wiadomo, że jak polecam, to przeczytałam i sprawiło mi to radość, niemniej jeśli jesteście niecierpliwi i nie chce Wam się czytać dalej, to od razu powiem, że jak chcecie zniżkę to wystarczy, że wejdziecie na stronę https://www.gwfoksal.pl i po dodaniu danej książki do koszyka, wpiszecie kod: KUPJE

Kod działa od wtorku 1 grudnia do czwartku 3 grudnia (do końca dnia). A promocja obejmuje następujące tytuły:

„Normalni Ludzie”, Sally Rooney (powieść)

„Żywopłoty„, Maria Karpińska (opowiadania)

„Łowca Nastolatek”, Mikołaj Podolski (reportaż)

„Cokolwiek wybierzesz”, „Kimkolwiek jesteś”, „Gdziekolwiek spojrzysz” – książki z serii „Ukryta sieć”, Jakub Szamałek (kryminał/sensacja)

„Taśmy rodzinne”, Maciej Marcisz (powieść)

„Kwestia ceny”, Zygmunt Miłoszewski (thriller przygodowy)

„Nie bój się dziadku”, Paweł Pawlak (książeczka dla dzieci)

„Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla”, Janina Bąk (książka popularnonaukowa, kategoria: najlepsza komedia zagraniczna)

A teraz dla prymusów, ewentualnie niezdecydowanych, mam krótką recenzję każdej z tych pozycji:

„Żywopłoty”, Maria Karpińska

No dobra, przyznam Wam się do czegoś – czytanie opowiadań sprawia, że totalnie czuję, jakbym miała IQ masła. No, ja czytam je, czytam i nagle cyk, koniec, a ja nie mam pojęcia o co tam chodziło i jakie było przesłanie, a jak tam jeszcze w grę wchodzi jakaś symbolika, to koniec, synapsy się wstydzą, pani od polskiego płacze. Tym samym nie jest dziwne, że ja jakieś opowiadanie czytam, a zaraz potem pędzę do lodówek w Żabsonie, by poprzebywać ze swoimi przyjaciółmi, czyli kostkami tłuszczu 82%. 

Ale z „Żywopłotami” było zupełnie inaczej, są to opowiadania piękne, nie przekombinowane, do przeczytania w jeden (niezwykle przyjemny) wieczór.

Nie będę Wam opisywać fabuły poszczególnych opowiadań, bo to by tylko zadziałało na ich szkodę, po prostu uwierzcie mi na słowo, że każda jedna krótka forma jest sama w sobie osobną  i indywidualną radością dla serduszka. 

„Żywopłoty”, Maria Karpińska. Tu kupicie tę książkę ze zniżką (hasło: KUPJE): tak, chcę przeczytać coś pięknego

„Łowca nastolatek”, Mikołaj Podolski

O tej sprawie słyszał każdy, jeśli tylko przez ostatni rok nie żył pod kamieniem. Co samo w sobie – ja bardzo przepraszam, ale tutaj do głosu dochodzi moja tożsamość człowieka-dygresji – jest zupełnie absurdalnym powiedzeniem, bo nie do końca wiem, jak ktokolwiek technicznie miałby się pod kamieniem zmieścić, o sprowadzeniu sprzętów AGD i wersalki nie wspominając. Co w sumie prowadzi mnie do wniosku, że jednak niewielu z Was skorzystało z tej opcji i tym samym słyszeliście o „Zatoce sztuki” i Krystianie W. ps. Krystek, który przez lata wykorzystywał trójmiejskie nastolatki.

To jest reportaż właśnie o tej sprawie i to reportaż doskonale napisany, nie da się ukryć, że autor wykonał kawał dobrej, dziennikarskiej roboty.

Czyta się szybko, choć ta książka boli i złości. Co nie jest wadą – w gruncie rzeczy to minimum, co możemy zrobić dla ofiar; dokładnie poznać ich historię i się na nią emocjonalnie nie zgadzać.

Całość redagował redaktor Makselon, który na zarządzaniu autorami to się zna jak pudel na kolorach, ale na książkach całkiem, całkiem.

„Łowca nastolatek”, Mikołaj Podolski. Tu kupicie ją ze zniżką (hasło: KUPJE): tak, chcę dowiedzieć się więcej o tej sprawie

„Kwestia ceny”, Zygmunt Miłoszewski

A czasem bywam taka szalona i lubię czytać o czymś innym niż przemoc, zła i wiara w ludzi na zawsze utracona. Często nachodzi mnie też myśl, że powinnam po takie miłe pozycje sięgać znacznie częściej, ale to nie moja wina, że kocham reportaże, a stosunkowo niewiele z nich jest o jednorożcach szydełkujących piżamy dla bezdomnych kotów. W każdym razie – wszyscy wiemy jak jest w trakcie izolacji; większość z nas leży krzyżem na balkonie, obstawiliśmy się doniczkami i parawanami zrobionymi z dwóch zasłon i starego parasola, a wszystkim domownikom tłumaczymy, że nie, nie możemy wynieść śmieci, bo jesteśmy właśnie na Costa Del Balkon, a ta paproć zwyczajna udaje nam baobab.

Więc jeśli na owych balkonowych wakacjach mielibyście przeczytać tylko jedną książkę, to to powinna być najnowsza książka Zygmunta Miłoszewskiego, bo tam jest jak w monopolowym – tam wszystko jest pyszne.

Jest przygoda, radość i dobra zabawa, czyli trochę jak na zielonej szkole we Władysławowie, tylko lepiej, bo bez kontroli czystości i konieczności oglądania swoich kolegów z miotłą na głowie, udających Nicka z Backstreet boys podczas Mini playback show.  I jest też wiele bardzo trafnych i cały czas swędzących mnie w mózg pytań o istotę nauki, czyli to trochę tak, jakby ktoś mnie bardzo mocno przytulił w me akademickie serduszko.

Wśród powieści przygodowych ta jawi się jak najwspanialej wysmażony kotlet z firmowej stołówki i to jeszcze taki, do którego dodają kompot w gratisie. Będą państwo zadowoleni, gwarantuję. W sumie nie musicie mi wierzyć na słowo, zawsze możecie posłuchać samego autora, który niedawno wyznał mi – cytuję – że chciałby „żeby ta książka robiła czytelnikowi w głowie ihaaaaa!”. Proszę państwa – oto właśnie Zygmunt Miłoszewski, człowiek słowa, czechosłowacki koń zimnokrwisty literatury.

„Kwestia ceny”, Zygmunt Miłoszewski. Tu kupicie ją ze zniżką (hasło: KUPJE): Tak, chcę się świetnie bawić przy czytaniu

„Normalni ludzie”, Sally Rooney, tłum. Jerzy Kozłowski

Ta książka jest mi szalenie bliska, tak trafiła prosto w te części mnie delikatne jak brzuszek jeża, tak aż do wzruszenia. I dała mi ona taką słodko-gorzką przyjemność czytania, kiedy to człowieka czasem od tych zdań boli w środku, ale godzi się na to, bo wie, że jest to ważne.

Gdy kupiłam tę książkę, to nawet nie wiedziałam, o czym dokładnie jest, po prostu napisali, że dobra, to kupiłam, bo ja co prawda jestem geniuszem tworzenia wyrafinowanych komunikatów reklamowych, ale sama reaguję na te najprostsze – kup, kupuję. Nie wiedziałam, o czym jest, a była o dziesięciu latach mojego życia, tych irlandzkich latach. Okazało się, że wszystko dzieje się w Dublinie i na irlandzkich peryferiach, i wszystko tam jest mi znajome, i wszystko kochane – wiem, w której dokładnie kawiarni na Capel street główni bohaterowie piją kawę, pamiętam nawet ile kosztowała i że nie była zbyt dobra. Wiem i szalenie mnie wzrusza wszystko, co im się przytrafia na akademickim kampusie, bo to przecież moja uczelnia, mój kampus, tam Rudy gonił kota podczas moich zajęć na dworze, tam tłumaczyłam im wszystkim po sto razy, że ja wszystko rozumiem, ja wiem jak ważne są życiowe priorytety, ale ich wyjaśnienie, że nie przyszli na mój wykład, bo zaspali, przekonywałoby mnie trochę bardziej gdyby te zajęcia nie odbywały się o 17.

No więc przeczytałam tę powieść, strasznie smutno mi się zrobiło. Tak mi jest dobrze we Wrocławiu, ta obecność tutaj tak wiele ułatwia, te momenty gdy mogę wyjechać do roboty rano, a wrócić jeszcze tego samego wieczora, ta odległość od brata mierzona w trzech blokach. Ale to w tamtym mieście zakochałam się w mężu, tam trochę dorosłam (nagle i brutalnie), tam byliśmy biedni jak mysz kościelna i tam przestaliśmy być, tam okazało się, że w zdrowiu i w chorobie, że na dobre, a rzadziej na złe, no i z tamtych ulic zabraliśmy porzuconego Kitku o twarzy okrągłej, puchatej jak dmuchawiec. Uświadomiłam sobie po prostu, że może choćby i nam było gdzieś najlepiej na świecie, to jednak jest tak, że już na zawsze częściowo będziemy mieć serce zrobione z koniczyny.

Nie trzeba jednak mieć fragmentów emocji pokolorowanych na zieleń, biel i pomarańcz, by docenić tę książkę, bo  oprócz tej irlandzkości, to ona jest przy tym o szalenie uniwersalnych emocjach, dorastaniu, które szarpie człowieka w wielu sprzecznych kierunkach i pierwszych lekcjach czułości. Zróbcie sobie tę przyjemność, dawno nie czytałam tak ładnej powieści.

„Normalni ludzie”, Sally Rooney, tłum. Jerzy Kozłowski. Tutaj dostaniecie ją ze zniżką (hasło: KUPJE): poproszę jeden miły wieczór i kilka deko ciepłych emocji  

„Nie bój się, dziadku”, Paweł Pawlak

Pracuję teraz trochę na dwa etaty, to znaczy – po pierwsze, próbując w kontekście wszystkich wydarzeń społecznych, wszystkiego co się obecnie dzieje, wykorzystać moje zasięgi tak bardzo, jak tylko się da. Po drugie, wciąż dbając o to, by Janina Daily spółka z ż.o. śmigała jak Daewoo Tico po wiejskich szosach. I wiem, że może Wam się wydawać dziwne, że polecam książeczkę dla dzieci, bo okej, być może faktycznie w Żabsonie do dziś pytają mnie o dowód przy kupowaniu browarów, ale umówmy się, że nie wyglądam aż tak młodo, by ktoś mnie pomylił z mikroludźmi z grupy „Muchomorków” w pobliskim przedszkolu.

Niemniej robię to świadomie, bo ta książka to idealna książka na teraz – jest o tym, że dziewczynki mogą wszystko i mają moc, by zmieniać świat.

Jest to właściwie książka i dla dorosłych i dla dorosłych in progress, taka dla nich lektura w sam raz, ja na pewnopójdę poczytać ją mojej bratanicy, bo tam jest dużo onomatopei, a mikroludzie bardzo to lubią. 

I jeszcze nie raz jej tę książkę przeczytam, bo miła to bajka o Stefci, której dziadek wciąż jeszcze nie docenia dziewczynek (szalenie to interesujące, że tak bardzo zirytował mnie ilustrowany zając), ale szybko przyszło mu się przekonać, jak bardzo nie ma racji. I jak szybko Stefcia nauczyła go, że to OK czasem nie być twardym, nieustraszonym zającem.

Kupcie tę książeczkę swoim córkom, synom, zającom. Niech wszyscy się dowiedzą, że dziewczyny totalnie mogą zmienić świat. A chłopcy mogą płakać i czasem się bać.

„Nie bój się, dziadku!” Paweł Pawlak. Książkę kupicie ze zniżką (hasło: KUPJE): tak, chcę poczytać o dzielnym zającu

„Taśmy rodzinne”, Maciej Marcisz

Było tak: poszłam do brata, popatrzeć na noworodka, bo mam taką przypadłość, że patrzenie na mikroludzi bardzo mnie uspokaja, w nich wszystko jest prawdziwe, nieudawane, dobre, przecież historia nie zna takich przypadków, że jakiś niemowlak wykupił komuś ostatnią flądrę w Lidlu albo zwyzywał kogoś na ulicy zupełnie bez powodu. Nie mówiąc już o tym, że mam jakąś ogromną słabość do osobników nazbytnio obłych o bardzo dużych oczach, to jest: fok, niemowlaków i kotów o twarzach szerokich jak talerz.

Poszłam, a tam moja szwagierka mówi, że książkę kupiła, ale przy okazji też dziecko urodziła, więc nie ma czasu jej przeczytać, może chcę pożyczyć? A ja chciałam i wzięłam ją, zaczęłam czytać natychmiast po przyjściu do domu, a skończyłam nad ranem, czyli taki to świetny układ, że ona ma niemowlaka, a to ja nie spałam.

Mój boże, jak to jest napisane, to w ogóle nie jest książka dla ludzi takich jak ja, co umierają z zazdrości o słowo pisane.

Dawno nie czytałam tak dobrej powieści, choć notorycznie takich szukam, no bo ileż można czytać książki o najpiękniejszych funkcjach matematycznych w historii, przecież wiadomo, że nic nie przebije iterowania odwzorowania logistycznego, no bądźmy poważni.

Jest sobie Marcin Małys, który ma 30 lat, 63 tysiące złotych długu, a że wiadomo, że biednemu to całe życie pod górkę w za ciasnym beretcie, to jeszcze ojciec decyduje się go wydziedziczyć i wszystkie miliony przekazać na cele dobroczynne. Zróbcie sobie tę przyjemność i sprawdźcie, co było dalej, bo ja co prawda pożyczoną książkę oddałam, ale zaraz potem poszłam do księgarni i kupiłam osiem egzemplarzy, bo ja mam dużą rodzinę, a uważam, że absolutnie każdy powinien „Taśmy rodzinne” przeczytać.

Wszystkim Wam nie kupię, no bo ja mam kota na utrzymaniu, ale sami sobie sprawcie tę radość, gwarantuję, że nie będziecie rozczarowani.

„Taśmy rodzinne”, Maciej Marcisz. Kupisz ją ze zniżką (hasło: KUPJE) tu: Tak, chcę zaczytać się aż do rana

„Cokolwiek wybierzesz”, „Kimkolwiek jesteś”, „Gdziekolwiek spojrzysz” (trylogia „Ukryta sieć”), Jakub Szamałek

Umówmy się – 5 lat małżeństwa i 8 lat związku z informatykiem totalnie sprawiło, że wszystkie hakerskie intrygi zawarte w tej trylogii były mi zrozumiałe. Co nie zmienia faktu, że nawet 22 sezony „Ojca Mateusza” nie wyszkoliły mnie na tyle, bym zgadła, co się będzie w tym książkach działo, kto zabił, jak zabił.

Słowem: jest to doskonała i zaskakująca intryga, czyli dokładnie taka, jaka powinna być we wszelkich książkach sensacyjnych.

Cudne to kryminały, w których zła czai się głównie w technologii, wiecie, takiej co to na przykład dostajecie maila i klikacie link, który ma Was zaprowadzić do zdjęć gołębi, co noszą na sobie kromkę chleba jak korale, a tymczasem okazuje się, że to oprogramowanie, które do końca życia będzie Wam znienacka wyświetlać na ekranie nagie zdjęcia Vladimira Putina. (Ten przykład wymyśliłam sama, nie ma go w książce, niemniej uważam, że to okropna strata dla fabuły). 

Ta książka to kryminał, sensacja i thriller w jednym, mamy tutaj Julitę Wójcicką, dziennikarkę, która wraz ze swoimi dzielnymi pomocnikami-ekspertami w dziedzinie cyberbezpieczeństwa tropi złoczyńców, których głównym narzędziem czynienia zła są nowe technologie i sieć. Nie trzeba poślubić mojego męża, by zrozumieć wszystko, co się w tej trylogii dzieje, a tak po prawdzie to ja bym nawet wolała, żeby nikt z Was z z moim mężem nie szedł do ołtarza. Wszystkie trzy książki czyta się dobrze i szybko, więc polecam serdecznie. Jedyną wadą tych pozycji jest to, że w sumie to są niezgodne z rzeczywistości, wszak wszyscy wiemy, że rozwiązaniem wszelkim problemów z technologią jest wyłączenie i włączenie ponownie.

Kupcie od razu trzy książki, bo gwarantuję Wam, że po pierwszej części na pewno będziecie mieć ochotę na kolejne.

Trylogia „Ukryta sieć”, Jakub Szamałek. Wszystkie trzy książki kupicie ze zniżką (hasło: KUPJE) tu: tak, chcę poczytać o internetowych złoczyńcach. Tom 1. Tom 2. Tom 3.

„Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla” Janina Bąk

Wszyscy wiemy jak jest – człowiek wstaje rano, słoneczko czule gilgocze go piętach, Kitku rozkosznie drze ryja na melodię „Rzeki marzeń” i niby wszystko jest spoko, niby wszystko w porządku, ale jednak jest coś, co człowieka w takiej sytuacji dręczy i to jest odpowiedź na immanentne dla ludzkości pytanie, to jest: na urodziny lepiej kupić czekoladki czy kokainę?

No i cyk, już nie musicie się nad tym zastanawiać! Zupełnie anonimowa i nieznana mi autorka napisała książkę, której wcale nie chciałam kupić, ale wtedy natrafiłam na niesamowicie wysublimowaną akcję promocyjną tego produktu i tam mi powiedziano, że KUP JĄ!!!, no to kupiłam i Wy też musicie kupić, bo jak nie kupicie, to tak książka nie będzie kupiona i wtedy to ja nie wiem, co będzie, niczego nie będzie.

Oto jest książka, z której można się dowiedzieć, czy jak wsadzicie głowę do piekarnika, a nogi do lodówki, to będzie Wam w sam raz? czy 117% Polaków może się mylić? A także – skąd wiemy, że owca rozpoznałaby na ulicy prezydenta?

To ostatnie zdradzam zresztą podczas czytania fragmentów tego rozdziału, o tu:

„Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla”, Janina Bąk. Książkę kupicie ze zniżką (hasło: KUPJE), a umówmy się, że tak naprawdę ten żart o bażancie, który w niej znajdziecie, jest zupełnie bezcenny: tak, chcę się dowiedzieć, czy na imieniny lepiej kupić czekoladki czy kokainę?

***

I to już wszystkie książkowe prezenty świąteczne, które przygotowałam dla Was wraz z wydawnictwem W.A.B. Niemniej nie jest to jedyna radość, która czeka nam w grudniu. Jeśli potrzebujecie mocnych wrażeń, to serdecznie zapraszam Was na nasze tradycyjne, świąteczne warsztaty DIY, tym razem będziemy robić renifery z warzyw gruntowych. Niedziela, godz. 19. Do wydarzenia możecie dołączyć po kliknięciu na poniższą grafikę: