Bukiet kwiatów w misce do blendera

Pani z bukiecikami przycupnięta na chodniku. Czasem rozwiązuje krzyżówki, czasem czyta, zawsze czeka. Jak na to, ile ludzi mija ją codziennie, to jest zaskakująco niewidzialna. Zawsze gdy przechodzę obok i akurat mam gotówkę, to taki bukiecik kupuję i przy okazji zapytam, porozmawiam – kwiatki są z własnej działki, kiedyś było ich więcej, ale po śmierci męża pani (Basia, pani Basia) już nie ma siły, by o wszystkie dbać; rabatki uschły, mszyce zjadły krzaczki róż, wiele pozostałych kwiatków związało się z chwastami ciasnymi supełkami, jak splątują nam się czasem złote łańcuszki w pudełku na biżuterię. Najtrudniejsze są te dni, kiedy godzinami nikt nic nie kupuje. I czasem gdy grupa nastolatków kopie wiaderka z kwiatkami, wywraca je na ziemię. No i – śmieje się pani – gdy krzyżówka okazuje się zdecydowanie za łatwa.
Bukieciki kosztują trzy, pięć, maksymalnie piętnaście złotych. Ja kupuję je i kłamię gładko, że potrzebuję ich tyle, bo kocham kwiaty, każdy bukiet postawię w innym pokoju. A przecież ja nawet nie mam wazonu w domu, trzymam je potem w misce do blendera. Wszystko po to, by ta pani nie myślała, że to jałmużna. Bo to nie jest jałmużna, to jest moje: przepraszam, że ten kraj tak panią zawodzi. Że jacykolwiek starsi ludzie muszą spędzać emeryturę na skraju chodnika w otoczeniu małych bukiecików, ręcznie szydełkowanych zwierzątek, drobiazgów zabranych z domu i rozłożonych na kratkowanym kocu (do sprzedania: zegarek, klaser ze znaczkami, stare monety).

Trzy, pięć, piętnaście złotych. Wszyscy tyle mamy – na kawę na mieście, ciastko w cukierni, browara w ogródku na rynku. A co by było gdybyśmy wszyscy co jakiś czas kupili po bukieciku? Jednym, dwóch, trzech? I jeszcze dodali po uśmiechu i krótkiej, miłej rozmowie? Zróbmy to, taką #akcjaBukiecik Skoro ten kraj tych ludzi zawodzi, to my nie będziemy.

Nie ma strachu – bukiety dobrze trzyma się w wazonie, szklance, blenderze, wysokim garnku, w którym gotuje się makaron. Na pewno znajdziecie dla nich miejsce. By ci starsi ludzie też mogli znaleźć swoje – nie na skraju chodnika, a we własnym fotelu. Tam jest lepsze światło, łatwiej będzie wpisywać hasła do krzyżówki.