Dolecieć huśtawką na inne planety

Siedzimy z miniczłowiekiem na murku i machamy nogami, bo już dawno nauczył mnie, że bez machania nogami, to to siedzenie w ogóle się nie liczy. I ja pytam go, czy chciałby na huśtawce polecieć tak wysoko, by wylądować na Wenus, a on mówi, że daj spokój, Janina, to przecież jest bez sensu.

A więc to już? Czy doświadczył już tej smutniejszej, bardziej szarej rzeczywistości, w której się wie, że huśtawki nie latają w kosmos, lalki nie pijają herbaty, nie jedzą plastikowych tortów i nic się nie dzieje, gdy nadepniesz na chodnikowe linie? Czy obudził się pewnego ranka o jeden dzień i całą świadomość starszy, w tym świecie, w którym ograniczają nas prawa fizyki, bledsza wyobraźnia i własne przeświadczenie, że to nie wypada? Mój boże, co mogę zrobić, by przedłużyć trwałość kosmicznych podróży, zabawkowych przyjęć urodzinowych, zwierzątek z plasteliny, które galopują po stole? Milczę, myślę, smutnieję.

To zupełnie bez sensu – kontynuuje miniczłowiek po chwili – 

przecież byłem na Wenus dziś rano, gdy leciałem rakietą do żłobka. 

Uff, czyli to jeszcze nie. Mam nadzieję, że jak najdłużej nie.

Jeden komentarz

  1. mig

    3 stycznia 2023 o 23:36

    Oby też szybko nie dobrał się do “Małego Księcia”.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *