Królowa dramatu i pudel polskiej służby zdrowia

Kontynuuję swoje radosne przygody z polską służbą zdrowia, która to instytucja – z tego co czytam – cieszy się jedynie umiarkowaną sympatią, co oznacza mniej więcej tyle, że gdyby polska służba zdrowia miała konto na tinderze, to raczej nikt by nie słajpował w prawo. No chyba że ZUS, he he.

No i na przykład ostatnio, z okazji moich krótkich wakacji w kurorcie Modlin, to poszłam sobie na pobieranie krwi, które to pobieranie jest zawsze dla mnie wydarzeniem traumatycznym, co jest jakby absolutnie oczywiste, biorąc pod uwagę, że tam trzeba iść na czczo. I generalnie wygląda na to, że sam fakt bycia pozbawionym dostępu do jedzenia jest mi stresogenny na tyle, że ja absolutnie i zawsze w czasie pobierania krwi mdleje, co mili Irlandczycy rozwiązali wspaniale, oni wpisali do komputera taki alert, który automatycznie wszystkich w danej placówce powiadamia, że jestem pacjentem specjalnej troski i ja co prawda nie do końca wiem, co tam jest napisane, ale trochę mam nadzieję, że jest to BEWARE OF THE DRAMA QUEEN albo coś równie spektakularnego.

W Polsce zaś jest trochę gorzej, tutaj muszę sobie radzić metodami totalnie analogowymi i to polega na tym, że gdy tylko przekraczam próg jakiejkolwiek przychodni, to informuję wszystkich dookoła, że halo, halo, przepraszam bardzo, ale ja mdleję!!!, mówię o tym wszystkim w kolejce, każdemu napotkanemu lekarzowi, a także informuję o tym wszystkie przypadkowo napotkane gołębie i może być tak, że już na tydzień przed wizytą zaczynam słać faksy informacyjne, żeby przypadkiem nikt nie przegapił tej informacji.

Niemniej ta pani pielęgniarka, co u niej byłam ostatnio, to chyba jednak przegapiła moje faksy, bo jak ja do niej przyszłam i powiedziałam, że “dzień dobry, trzeba mi pobrać cztery wiadra krwi, ale ostrzegam, że mdleję”, a ona mi na to powiedziała, że bzdura, nie zemdleję, a ja powiedziałam, że zemdleję, a ona powiedziała, że nie zemdleję, no i wtedy właśnie zemdlałam. No, serio, a to była taka sytuacja, którą totalnie mógłby rozwiązać rzetelnie przeprowadzony wywiad medyczny, bo wtedy ja mogłabym jej powiedzieć, że ja jestem żoną, tym samym ja zawsze mam rację i zawsze stawiam na swoim.

Pani nie była zadowolona z mojego zachowania, ale postanowiła mi udzielić profesjonalnej pomocy medycznej i w tym celu to spytała swojej koleżanki, czy przyszedł już może jakiś lekarz, a ta jej koleżanka powiedziała, że “obawia się, że tylko Tomek”, co mnie szalenie rozbawiło, bo ja nie miałam pojęcia, kto to jest Tylkotomek, ale ona to powiedziała takim tonem, że to brzmiało tak, jakby Tylkotomek był jakimś pudlem, co się zagubił kiedyś na akademii medycznej, przychodził tam latami wylizywać masło ze stołówkowych kanapek, aż w końcu w uznaniu jego determinacji władze uczelnie nadały mu honorowy tytuł lekarza, założyli stestoskop na szyję i czasem nawet pudel Tomek może przyjmować pacjentów, to znaczy – jeśli akurat nie jest zajęty gonieniem samochodów i sikaniem na pobliskiego świerka. No, w mojej głowie totalnie tak to wyglądało, więc wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy Tylkotomek przyszedł i okazało się, że wcale nie jest pudlem, a najzwyklejszym człowiekiem.

No i ten miły człowiek powiedział mi, że będę żyć, a ja mu na to powiedziałam, że no wiem, ale co to za życie?, co okazało się być tylko połowicznie udanym żartem, albowiem Tylkotomek okazał się być psychiatrą. No w każdym razie, jak ta pani pielęgniarka i Tylkotomek mi kazali leżeć, to słuchajcie, mnie nie trzeba było dwa razy powtarzać, oto w końcu coś w czym jestem doskonała, choć oczywiście pozostałam czujna jak ważka, totalnie postanowiłam uważać na to co mówię, albowiem wymyśliłam sobie, że oto w obliczu tego specjalisty od zdrowia psychicznego dam się poznać jako dorosły i odpowiedzialny człowiek, to jest nie będę zachowywać się jak zwierzę.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Boże, jakim ja tam byłam takim geniuszem inteligentnej konwersacji i komendantem erudycji! Ja uważnie ważyłam słowa, myśli przesiewałam przez rygorystyczny filtr konwenansów społecznych, nic nie wspomniałam o swojej patologicznej miłości do zwierząt obłych, nic o bawiących mnie do łez gołębiach, co noszą na sobie kromki chleba jak korale, nie mówiąc już o głębokim rozczarowaniu spowodowanym faktem jakoby Tylkotomek jednak nie był pudlem. I ja już taka była z siebie zadowolona, taka dumna, że oto udało mi się wspaniale odegrać role całkowicie normalnego człowieka, aż nagle z potoku moich słów Tylkotomek wyłowił coś, co szalenie go zdziwiło, bardzo zawodowo zaintrygowało, taka lampka io io io ostrzegawcza mu się zapaliła, oto napotkał na rysę na tym malowanym przeze mnie obrazie równowagi i poczytalności, postanowił szerzej dopytać o niepokojący go objaw.

– Serio? – spytał tonem ostrożnym, by nie wypłoszyć tej wrażliwej sarny z diagnostycznego pastwiska –

…serio lubi pani statystykę?!