Narodowe Święto Ludzi Kulistych

Przychodzi do mnie mój szef i pyta mnie, czy ja naprawdę robię to, co on widzi, że ja robię, a ja mówię, że chwilowo nie mogę odpowiedzieć mu na to pytanie, bo właśnie Jack wyznaje miłość Rose, a on mówi, że ok, czyli dobrze widzi, że właśnie oglądam w robocie „Titanica”. I o ile na poziomie faktów była to bardzo słuszna diagnoza, o tyle ja uważam, że negatywna ocena moralna tego wydarzenia była już zupełnie niepotrzebna, albowiem ja oglądałam tego „Titanica” w bardzo konkretnym celu, celu – rzekłabym – totalnie dydaktycznym. Bo wymyśliłam sobie, że moje studenckie pyszczki będą na kolejnych zajęciach ćwiczyć robienie notatek terenowych na podstawie jednej ze scen tego filmu, no ale jak już obejrzałam jedną scenę, to potem kolega z biurka obok powiedział, żebym puściła kolejną, a potem to już totalnie całe biuro koniecznie chciało obejrzeć do końca, a jak się rozpędziliśmy, no to chwilę później wszyscy byliśmy we łzach, bo Mufasa umarł.

W każdym razie przychodzi do mnie mój szef i mówi, że otrzymał mojego maila, w którym informuję go, że dnia dzisiejszego biorę sobie pół dnia wolnego w celu należytego celebrowania najważniejszego święta narodowego w moim kraju ojczystym, i że on w sumie to nie ma nic przeciwko, przyszedł tylko spytać, co to za święto, czy to z okazji jakiegoś historycznego wydarzenia? Kluczowej koronacji? Ważnej bitwy?

Tak, totalnie tak, panie szefie. To jest święto na miarę naszych potrzeb, na miarę naszych możliwości, to jest święto na pamiątkę BITWY Z WŁASNĄ SAMOKONTROLĄ!!!!!!!!!!!

Wspaniałego dnia pączka, #DrużynaJanina, miejcie się dziś kuliście! Pamiętajcie, że rzeczy okrągłe mają lepszą wyporność, więc w razie wielkiej powodzi tylko my przeżyjemy!!!! ? ❤