Nie tylko Polska pękła na pół (o statystyce i nie tylko)

To długi tekst. Jeśli nie masz czasu przeczytać całości - zachęcam, by przyjrzeć
się chociaż ostatniemu akapitowi. Jest dla mnie bardzo ważny.

W zeszłym tygodniu na firmamencie zbiorowej wyobraźni pojawiła się nowa gwiazda, Mick Jagger opinii publicznej i Beata Kozidrak wszelkich narodowych dysput. A mianowicie: błąd statystyczny. Jeszcze kilka tygodni temu rzucano w niego kulkami z papieru, wybierano jako ostatniego do drużyny na WF-ie, a na szkolnych wycieczkach zawsze musiał siedzieć obok pani. Teraz zaś – król balu, najpopularniejszy chłopak na szkolnej potańcówce, pupilek wszystkich nauczycielek i koleżanek z klasy. Spójrzcie tylko na ten wykres trendów wyszukiwań w google, na te cudnie naszkicowane Kalatówki jego popularności:


Ja tam się cieszę, że w końcu został doceniony. Jakby nie było zawsze był cichym bohaterem wszelkich sondaży, suflerem poprawnych interpretacji. A za co dokładnie go kochamy? A już opowiadam. Potraktujcie ten wpis jako całkiem pokaźny opis konta na Tinderze rzeczonego błędu.

Zacznijmy od… zupy pomidorowej

A właściwie – od sondaży. Gdy próbujemy oszacować, w jaki sposób rozkładają się głosy na poszczególnych kandydatów to owszem, najlepiej by było przejść się po wszystkich Polakach uprawnionych do głosowania i spytać na kogo będą głosować. Ewentualnie moglibyśmy do nich zadzwonić, ale to by było jeszcze bardziej problematyczne, no bo jeśli akurat będzie leciał „Ojciec Mateusz”, to nikt nie odbierze. Niemniej chodzić po wszystkich też nie chodzimy, bo to by nam zajęło bardzo dużo czasu, żeby tyle biletów autobusowych skasować. Nie mówiąc już o innych problemach praktycznych, na które możemy natrafić przy przeprowadzaniu sondażu – na przykład w 2014 roku spektakularnie nie powiódł się spis ludności w Indiach, w całym kraju zabrakło bowiem… ołówków do wypełniania kwestionariusza. Stało się tak dlatego, że badacze nie doszacowali mniej więcej 15% populacji i o ile rozumiem, że to każdy mógł się tak pomylić, dwieście milionów ludzi w te czy we wte, to nie do końca rozumiem dlaczego nie mogli rozwiązać problemu braku ołówków tak, jak większość z nas, to jest poprzez wizytę w pobliskiej IKEI.

Na szczęście dla IKEI metodologia badań ma propozycję dla wszystkich tych, którzy chcieliby poznać jakieś społeczne opinie i przekonania, ale akurat nie mają czasu (albo ołówków) by przepytać każdego jednego człowieka w danym kraju.

Albowiem jest tak, że gdy przeprowadzamy badanie, na jakikolwiek temat, to musimy wybrać populację badaną, czyli grupę osób (albo zwierząt, krajów, instytucji itd.), która w tym naszym naukowym rendez-vous weźmie udział.

Wbrew powszechnej opinii populacja badania nie oznacza „wszystkich ludzi na świecie” – w przypadku sondaży przedwyborczych oznacza wszystkich Polaków uprawnionych do głosowania (dodatkowo warto sprawdzić, czy autorzy danego badania postanowili wziąć pod uwagę również polskich wyborców mieszkających za granicą, czy też wykluczyć ich z badania). A dalej to już radość i dobra zabawa – pobieramy losową próbę badaną, czyli grupę osób, którą spytamy o zdanie. Taka próba jest mniej liczna niż populacja (a więc oszczędzamy na ołówkach, yay!!!), niemniej wciąż reprezentatywna. Co oznacza, że możemy uogólnić wnioski z sondażu przeprowadzonego na mniejszej grupie osób na całość populacji. To jest powiedzieć: wygląda na to, że Polacy będą głosować tak i tak, i generalnie to ten kandydat powinien zacząć chłodzić szampana.

No ale jak to jest możliwe – spytacie – że możemy sobie przepytać 1000 osób i na tej podstawie stwierdzić, jak zagłosuje ponad 30 milionów osób?

No pozwólcie, że wytłumaczę Wam to wraz z moją najlepszą koleżanką zupą pomidorową. Jeśli nagotujemy sobie pięć litrów pomidorówki i tuż przed wizytą grupy z pobliskiego przedszkola zechcemy sprawdzić, czy owa zupa jest gastronomiczną świnką Peppą, to jest podbije ich małe serduszka, to nie musimy w tym celu wypijać całego garnka. Wszak niedawno byliśmy w IKEI po ołówki i nie tylko, więc możemy skorzystać ze swojej nowej chochli, zamieszać naszą pomidorówkę, a potem spróbować tej jednej łyżki i na tej podstawie ocenić, czy nasza zupa jest pyszna. Chochlę należy następnie zachować, by okładać nią po głowie tych, którzy twierdzą, że pomidorową je się z makaronem (!?!??!?!).

Kluczowym jest to, że zupę mieszamy, a próbę losujemy. Jak losujemy*, to badacz w żaden sposób nie ingeruje w to, kto się w danym badaniu znajdzie. Robimy to po to, by próba badana była jak najbardziej zbliżona do populacji pod względem kluczowych cech socjodemograficznych (wiek, płeć, umiłowanie do „Ojca Mateusza”…). Bo tylko wtedy będziemy mogli naszym wnioskom ufać i uogólnić je na wszystkich uprawnionych do głosowania.

*Metody losowego doboru próby to nie tylko dobór losowy prosty, czyli na przykład losowanie komu kupujemy prezent na klasowe Mikołajki. Mamy w statystyce również dobór losowy systematyczny, warstwowy, wielostopniowy i jeszcze parę innych… no generalnie jak wszystkie te dobory losowe przychodzą na Wigilię to tyle ich jest, że matka musi pożyczać krzesła od sąsiadki. Ale to temat na zupełnie osobny wpis, ewentualnie film pełnometrażowy.

(bardziej szczegółowo o próbie, populacji i sondażach piszę w książce o statystyce, którą ja napisałam, a Wy KUPCIE  JĄ!!! Tutaj jednak skróciłam ten wywód do niezbędnego minimum, tak by zostało Wam jeszcze trochę uwagi na to, by poczytać o Beacie Kozidrak badań sondażowych, tj. błędzie statystycznym)

Mick Jagger opinii publicznej i Radosław, co udawał ogórka

Klawo, nie? Bierzemy sobie chochlę społecznej zupy i na jej podstawie wnioskujemy o całym garnku. No, klawo. Choć oczywiście musimy pamiętać o tym, że takie wnioskowanie jest – siłą rzeczy – niedoskonałe, narażone na błąd.  Niemniej mam dla nas wszystkich dobre wiadomości – teoria statystyki pozwala nam tę niedoskonałość oszacować.

To znaczy – dla każdego badania możemy wybrać naszego króla balu, ustalić wielkość błędu statystycznego za pomocą specjalnego wzoru matematycznego. To zaś pozwala nam założyć, z określonym prawdopodobieństwem, iż odsetek z próby badania nie będzie się różnił od odsetka w populacji o więcej niż wskazany błąd statystyczny.

W uproszczeniu – że wyniki sondażowe nie będą się różnić (w górę lub dół) od tych rzeczywistych o więcej niż ta wartość.

Nie inaczej jest w przypadku badań exit poll, czyli „sondaży wyjścia”, przeprowadzanych przed losowo wybranymi lokalami wyborczymi w dniu wyborów. Badani wychodzący z lokalu dostają do wypełnienia anonimową ankietę, gdzie są pytani o to, kogo poparli. Potem wrzucają ją do urny i to jest w miarę proste zadanie, no bo mają w tym już jakąś wprawę.

Mogłoby się wydawać, że takie sondaże wyjścia to już trzaskają pomiar dokładny jak dzielenie pizzy w akademiku na równe 38 części, chyba że Radosław jednak nie wyjdzie z tej beczki do której wszedł po pijaku, żeby udawać kiszonego ogórka, to wtedy 37. No ale nie – wciąż próbujemy przewidzieć ostatecznego zwycięzcę na podstawie deklaracji mniejszej grupy wyborców. I wciąż potrafimy tę swoją niedoskonałość oszacować*.

* do pewnego stopnia, bo wiadomo, że są czynniki, których nie przewidzisz – na przykład głosy nieważne, gdy ktoś myślał, że zagłosował, ale jednak mu się wybory pomyliły z konkursem plastycznym w przedszkolu i zamiast krzyżyka trzasnął dinozaura.

To ile wynosił błąd statystyczny w przypadku exit polli z zeszłej niedzieli? 2 punkty procentowe. Co przy podanych wynikach (50,4% do 49.6%) oznaczało, że ostateczny prezydent jeszcze mógł się nam zmienić po podliczeniu wszystkich głosów. Akurat w tym wypadku się nie zmienił, ale i tak w historii bywało – na przykład w 1995 roku, kiedy Lech Wałęsa otwierał w wieczór wyborczy szampana po otrzymaniu trochę ponad 50 procent głosów, a następnego dnia okazało się, że musi go oddać Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, który ostatecznie zdobył poparcie 51,72% wyborców. A to niezręcznie, bo połowa już wypita, więc musiał dolać wody gazowanej i mieć nadzieję, że nikt się nie kapnie.

Społeczeństwo jak wafel

Zarówno w tym, jak i w 1995 roku można by pomyśleć, że oto społeczeństwo pękło nam na pół jak wafel, niedziwne, jest podobnie kruche i niejednolite. Niemniej nie tylko u nas głosy rozkładają się czasem zadziwiająco symetrycznie. Na przykład w 2011 roku wybory federalne w Szwajcarii skończyły się niemiło dla dwójki kandydatów – Marca Romano i Monici Duca – bo  każde z nich otrzymało po 23 979 głosów. I dajcie spokój, to potem człowiek do końca życia żałuje, że w dzieciństwie zjadł bratu cały słoik nutelli i podmienił na błoto dla niepoznaki, bo wiele lat później to mógł być ten jeden decydujący głos, którego zabrakło. A jak zabrakło to sprawę trzeba było rozstrzygnąć inaczej, to jest poprzez losowanie. Niestety nie wiem, czy Szwajcarzy załatwili sobie własną komisję gier i zakładów, czy też musieli wypożyczyć jedną z Polsatu.

Kolejny przykład: wybory powszechne na wyspie Niue. Jest to dość niewielka wyspa na Oceanie Spokojnym, czyli to z jednej strony fajnie, bo nie ma kolejek do głosowania, a z drugiej strony kłopot, bo jak ktoś ma brzydkie zdjęcie w dowodzie, to cała wyspa się z niego śmieje. Niemniej w 2014 roku śmiali się krótko, bo szybko napotkali na podobny problem jak ich koledzy Szwajcarzy, co oznacza, że dwójka kandydatów dostała równo po 10 głosów. Ostatecznie nazwiska obu kandydatów wrzucono do czapki i w ten sposób wylosowano zwycięzcę. Tutaj możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że wszystko odbywało się bez udziału naszej rodzimej komisji, no bo nikt ich nie chciał wpuścić na wyspę na paszport Polsatu. A teraz ciekawostka! Sześć lat później wyborcy wyspy znowu obrzucili równą liczbą głosów dwójkę kandydatów. Tym razem zwycięzca został wybrany poprzez rzut monetą. Nie wiadomo dlaczego, widocznie tym razem nikt nie przyszedł w czapce.

Zresztą w trakcie wyborów w stanie Missisipi w 2015 roku też nie, bo jak kandydaci otrzymali po równe 4589 głosów, to ostatecznie wygrał ten, który wyciągnął dłuższą słomkę. I widzicie, ja Wam o tym mówię, bo chcę zwrócić Waszą uwagę na jedną bardzo ważną rzecz – jeśli myślicie o karierze politycznej dla Waszych dzieci, to w zakresie ich edukacji powinniście zdecydowanie postawić na umiejętność gry w papier-nożyce-kamień, a do szkoły robić im kanapki z kuponami lotto zamiast sałaty.

Takich przykładów podzielonych wyborów jest znacznie więcej i być może jest to dla nas dobra wiadomość, to znaczy – to nie jest tak, że tylko my rozpadliśmy się na pół jak biszkopt zbyt wcześnie wyjęty z piekarnika, w innych społeczeństwach to też się przecież zdarza. Martwi mnie jedynie tylko, że my niekoniecznie uczymy się na własnych błędach.

Wiecie, nikt kto mnie czyta nie może mieć jakichkolwiek wątpliwości, przy którym nazwisku ja postawiłam krzyżyk i jaki wynik by mnie ucieszył. Niemniej nie tylko samemu wynikowi przypatrywałam się uważnie. Miałam nadzieję na konkretnego zwycięzcę, ale również – na konkretne reakcje. „Konkretne” czyli: nie takie, jak zawsze. Kiedy to nagle okazuje się, że nasz szacunek do drugiego człowieka zależy od tego, czy ma poglądy skserowane od naszych.

Baba od pługa? Niech zdycha

Rolnicy, mieszkańcy wsi i małych miasteczek, ludzie z wykształceniem podstawowym i ci powyżej 65 roku życia – to grupy społeczne, które w zdecydowanej większości głosowały za Andrzejem Dudą. No i wiecie, zawsze znajdzie jakiś fanatyk, który uzna, że mieli do tego prawo. Ale wiecie do czego cała reszta miała prawo? By się wypowiedzieć.

„Oto mamy demokrację. Zawsze powtarzałam, że to jest nienormalne i chore, żeby taki sam głos należał do zapijaczonego menela, baby od pługa, która nie bardzo potrafi czytać i do Olgi Tokarczuk” – pisze Elżbieta. Elżbieta ma wyższe wykształcenie pedagogiczne (!), trójkę dzieci i niezwykłą umiejętność stawiania znaku równości pomiędzy kategorią socjodemograficzną „mieszkaniec wsi” i „babą od pługa, która nie potrafi czytać”. O ludziach z wykształceniem podstawowym to nawet nie wspominam, bo wiadomo, że ci to mogli w życiu zostać jedynie „zapijaczonym menelem”.

Ewentualnie – jak stwierdza Anonimowy Internauta – „niewykształconym prostakiem”.

Babą od pługa. Menelem. Prostakiem.

A przecież problem ten można by łatwo rozwiązać – wystarczyłoby, byśmy w końcu przyjęli do wiadomości, że niektórzy nie powinni mieć prawa, by decydować, na przykład jeśli zdarzyło im się potrzebować pomocy. Nie rozumiecie? Otóż oto wytłumaczy Wam to Filip12345:

„Każdy, kto otrzymuje lub otrzymywał od państwa świadczenia socjalne powinien zostać pozbawiony prawa głosu. Czyli beneficjenci 500+ nie głosują, klienci MOPS nie głosują, emeryci i renciści nie głosują. Za to głosują ci, którzy zasłużyli”.

Zasłużyli.

Zasłużyć można na przykład poprzez skończenie odpowiednich szkół, no bo – jak tłumaczy nam kolejny internauta – „jak bez wykształcenia, to znaczy że smród i patologia”.

No i jeszcze mój ulubiony zryw społeczny – „nie kupuję u polskiego rolnika”. Serio, weźcie sobie wyobraźcie, że ci głupi rolnicy to myśleli, że mogą głosować tak, jak chcą, w zgodzie z własnymi poglądami!!! No i co? Chcieli głosować tak, jak głosowali, to teraz pani Sabina im wyjaśni:

„Mam to samo postanowienie: nie kupuję produktów od polskich rolników. Niech zdychają”.

Niech zdychają.

Rolnicy, mieszkańcy wsi i małych miasteczek, ludzie z wykształceniem podstawowym i ci powyżej 65 roku życia. Szkoda, że to wiejska patologia, która nie umie czytać, bo tym samym nigdy się nie dowiedzą prawdy o sobie wybazgranej w internecie. I teraz tak – ja rozumiem, że to ich błąd, sami się prosili, kto to widział, by w demokratycznym kraju ludzie głosowali tak, jak chcą, a nie tak, jak my uważamy za słuszne.

Wiem, że ja ciągle o tym mówię – w TEDxach, wywiadach, swojej książce. Ale powtórzę raz jeszcze:

Nie możemy jednocześnie kogoś obrażać i dziwić się, że nie chce nas słuchać

Serio, ktoś mógłby pomyśleć, że właśnie o to chodzi w demokracji – że każdy powyżej osiemnastego roku życia może głosować w zgodzie ze swoimi przekonaniami i opiniami, bez konieczności pytania połowy internetu o zgodę. Znaczy – tej lepszej połowy. Złożonej z młodych, zamożnych, z wielkich ośrodków. A, no i wykształconych. Tyle egzaminów na studiach pozdawaliśmy, a co wybory oblewamy ten jeden kluczowy – z obywatelskiej dojrzałości i zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

***

Hej, czy wiesz, że napisałam książkę? Jest o tym, jak piękniej myśleć i jak wyciągać wnioski na temat otaczającego nas świata oparte na wiedzy, faktach i badaniach naukowych, a nie na stereotypach, własnych uprzedzeniach i wzajemnej pogardzie.

TO NIE JEST PODRĘCZNIK DO STATYSTYKI, to jest książka popularnonaukowa o tym, że statystyka jest wspaniała. I – w moim zamyśle – takie książkowe narzędzie, dzięki któremu można się nauczyć, jak weryfikować informacje, gazetowe nagłówki, doniesienia amerykańskich naukowców. Słowem – jak nie dać się oszukać mediom, wykresom i danym. Tutaj możecie ją kupić, tylko dziś w promocji za 19,99zł: KUP  JA!!!

28 komentarzy

  1. Jan

    19 lipca 2020 o 21:20

    A niby dlaczego mam wspierać finansowo osoby, których poglady mi nie odpowiadją ? To chyba moje pieniądze i mój wybór co i od kogo kupię? To też przejaw demokracji 🙂

    Odpowiedz
    • Janina

      20 lipca 2020 o 08:41

      Ciekawe. A jak by to miało wyglądać w praktyce?

      Odpowiedz
      • Jan

        20 lipca 2020 o 19:41

        kupię banany zamiast jabłek 😉

        Odpowiedz
    • Emmaline

      20 lipca 2020 o 09:28

      Ktoś mądry kiedyś powiedział, że ludzie w d*pie mają konstytucję, jeśli nie ma co do gara włożyć. I im bardziej będziemy pogardzać „prawakami”, tym bardziej będą głosować ze strachu przed nami.

      Odpowiedz
    • J

      20 lipca 2020 o 10:12

      Kupuj od kogo chcesz, twoje prawo. Tylko skąd wiesz, że ten konkretny ligol wyrósł na drzewie właściwej opcji? A co jak sadownik jest z opcji wrogiej, ale hurtownik już z twojej, a ten co zbierał to nie głosował?
      Poza tym wybory konsumenckie to twoja sprawa i możesz ich dokonywać jak chcesz, w końcu nie każdy musi chcieć kupować od typa w zielonych skarpetkach. Ale nie koniecznie musisz swoje mądrości utrwalać w internetach.
      Bo z opiniami to jest jak z zadkiem, każdy ma, ale nie koniecznie cały świat musi go oglądać. A przynajmniej nie każdy.

      Odpowiedz
      • Jan

        20 lipca 2020 o 19:40

        Ale mądrości AgroUnii wysluchiwać muszę i kupować TYLKO polskie ? Pomyśl zanim coś napiszesz na czym polega wolny rynek ….

        Odpowiedz
    • K

      20 lipca 2020 o 10:22

      Nie, to przejaw umiłowania do wolnego rynku ponad człowieczeństwo.

      Odpowiedz
      • Izabela

        21 lipca 2020 o 07:46

        Problem polega na tym, że już dawno nie głosujemy zgodnie z własnym sumieniem czy poglądami, jesteśmy manipulowani przez świadome i celowe działania partii, komitetów wyborczych, agencji PR itp. Osoby wykształcone, pracujące są w stanie bardziej obiektywnie oddzielić rzeczywistość od papki wyborczej, wydaje się zatem, że dla dobra ogółu dokonać właściwszego wyboru.

        Odpowiedz
        • Aga

          24 lipca 2020 o 11:29

          A z drugiej strony, czy nie stajemy się z wiekiem coraz mądrzejsi? Ja, jako osoba prawie 30letnia, wciąż w to wierzę! 🙂 Więc może niech głosują tylko ludzie po … 50tce? 😀

          Myślę, że mówiąc o osobach wykształconych lub nie należy brać pod uwagę wiek takich, bo zupełnie inne były powodu braku wykształcenia (średniego, wyższego) 60, 40, 20 lat temu, a inne są dzisiaj. Inne też procenty młodych ludzi idą obecnie na studia, niż szły kiedyś. I studia te, w wielu przypadkach, nie wnoszą nic do umysłów tych młodych ludzi. Raczej jest to czas hulanek i swawoli.

          Więc twierdzenie, że ” Osoby wykształcone, pracujące są w stanie bardziej obiektywnie oddzielić rzeczywistość od papki wyborczej” uważam za nieoczywiste, a być może nieprawdziwe.
          (Sama mam wykształcenie wyższe (a nawet jeszcze wyższe, tj. doktorat), i naprawdę nie uważam, żeby samo to, dawało mi jakąś większą mądrość życiową.)

          Odpowiedz
    • Aleksandra Frej

      20 lipca 2020 o 12:05

      Janina, a co ze mną? Jestem matką wielodzietną z wyższym wykształceniem i z dużego ośrodka.
      Mam emeryturę (60+ zobowiązuje) i 500+ (jeszcze przez 2 miesiące).
      Nie głosowałam, bo jestem prawicową anarchistką. Dostało mi się od wszystkich. Gdzie miejsce dla takich jak ja?

      Odpowiedz
    • Kreska

      20 lipca 2020 o 19:09

      Kupowanie jedzenia to nie jest wspieranie kogoś finansowo, to raczej transakcja. Ważne, aby było co kupić i od kogo, bo pieniądze są niestety niejadalne. Lepiej, żebyśmy się nie musieli boleśnie o tym nauczyć. I demokracja nic na to nie poradzi

      Odpowiedz
  2. Aleksnader

    19 lipca 2020 o 21:28

    Ej a co z beneficjentami 500+ albo emerytami, którzy mają wyższe wykształcenie? 😮

    Odpowiedz
    • Janina

      20 lipca 2020 o 08:41

      Jezu. MÓZG NA ŚCIANIE!!!

      Odpowiedz
  3. Marynia

    19 lipca 2020 o 22:15

    Kocham Cię Janino. Jesteś mądra w statystyce i w życiu i jak dorosnę chcę być taka jak Ty – co chyba mi się już nie uda, bo jestem dorosła od jakichś 10 lat z hakiem. Gdyby wiecej ludzi patrzyło na innych z taka czułością to świat byłby piekniejszy. ❤️❤️❤️

    Odpowiedz
    • Monika

      20 lipca 2020 o 10:48

      Mnie przeraża takie szufladkowanie ludzi…ze jak mieszka nac wsi czy w małym miasteczku to już prostak bez wykształcenia i bez wyobraźni. Sama aktualnie mieszkam na wsi i zapewniam każdego z Was – tutaj też ludzie kończą coś więcej już podstawówkę. Tutaj też ludzie oglądają różne telewizje, słuchają różnych stacji radiowych, powiem więcej- gazety też czytają i umieją w internecie się odnaleźć. I bardzo proszę nie szufladkować społeczeństwa w ten sposób, bo ilekroć czytam takie głupoty, to czuję jakby mnie osobiście ktoś mokrą ścierą po twarzy chlastał…
      PS. Janina, ja jem pomidorową z makaronem 😁😁, z ryżem jakoś słabiej wchodzi. 😘

      Odpowiedz
    • Adam Tarasiuk

      21 lipca 2020 o 09:33

      Piękny tekst Janiny, Zgadzam się z opinią Maryni w 100%

      Odpowiedz
  4. Alicja w swoim świecie

    20 lipca 2020 o 13:18

    Wszystkie przytoczone przez Ciebie komentarze to dno i wodorosty – nie nie ulega żadnej wątpliwości. Ale z drugiej strony rozumiem, że komuś, kto przez taki wynik wyborów nie czuje się bezpiecznie we własnym kraju, zwyczajnie mogą puścić nerwy. Nie mam pojęcia, co ja bym pisała/mówiła/myślała, gdyby wygrał kandydat, który np. proponuje odebranie kobietom praw wyborczych (ale domyślam się, że nie byłoby to nic miłego). Niby każdy ma prawo do swoich poglądów, ale gdzie jest granica? Jak dla mnie nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. A więc podczas tych wyborów znowu została ona przekroczona. Mam w swoim otoczeniu wyborców PiS-u i nie zamierzam przestać się do nich odzywać, ale trudno mi nie mieć do nich żalu, że po raz kolejny zagłosowali za homofobią, ograniczaniem praw kobiet i brakiem szacunku do części społeczeństwa…

    Odpowiedz
    • olkaparasolka

      20 lipca 2020 o 18:30

      Alicja, mam takie same odczucia! Ciekawa jestem odpowiedzi Janiny, bo czuję że ten aspekt został we wpisie pominięty. Skądś się bierze to, że głoszenie pewnych poglądów jest zakazane, a innych nie, coś jest normalne, a coś innego nie. Za propagowanie komunizmu można iść do więzienia, ale za propagowanie homofobii można zostać prezydentem, świat stoi na głowie :O.

      Jednocześnie dziwi mnie powtarzanie, że głosowanie to obowiązek (nie w tym wpisie, tylko ogólnie) i kpienie z tego że “ktoś by mógł pomyśleć że w demokratycznym kraju można zagłosować jak się chce”. Jasne, że każdy ma prawo głosować za swoimi poglądami, ale chyba warto żeby wiedział jakie to poglądy i jak na nie zagłosować. Wybory to nie jest gra w statki czy kółko i krzyżyk. Moim zdaniem przydałoby się, żeby głosujący potrafili określić na jaką Polskę głosują. Z dyskusji, które czytam w internecie wynika, że bardzo wiele osób nie wie jaka jest rola prezydenta i nie rozumie jakie poglądy reprezentuje jego partia. Wydaje im się na przykład, że jak Duda nie będzie prezydentem, to zniknie 500+ i wrócą czasy rządów PO, a przecież prezydent to nie rząd. W takich warunkach wystarczy, że ktoś rzuci jakimś chwytliwym hasłem i już masa ludzi ze strachu przed katastrofą będzie głosować na daną opcję, nie znając faktów (ciekawe, że katastrofy klimatycznej nikt się nie boi).

      Odpowiedz
      • Janina

        22 lipca 2020 o 11:20

        Każda mowa nienawiści jest nieakceptowalna i każdą piętnuję – również na blogu. Wpisów przeciwko homofobii, rasizmowi jest naprawdę bardzo dużo. Ale to się nie wyklucza z tym, że nie akceptuje mowy nienawiści względem kogoś, kto po prostu głosował inaczej niż ja. Oczywiście, że możemy się z tym wynikiem nie zgadzać, może nas złościć, mnie dodatkowo smuci… ale wszystkie emocje i opinie można wyrazić nie pisząc “niech zdychają”. O to mi chodzi – nie że nie mamy prawo być źli, ale że musimy nauczyć się mówić o tym, zachowując szacunek do drugiego człowieka.

        Odpowiedz
  5. linka

    20 lipca 2020 o 15:22

    “Rolnicy, mieszkańcy wsi i małych miasteczek, ludzie z wykształceniem podstawowym i ci powyżej 65 roku życia – to grupy społeczne, które w zdecydowanej większości głosowały za Andrzejem Dudą” – wychowałam się na wsi, mieszkam w małym miasteczku i głosowałam na R. Trzaskowskiego – może dlatego, że mam wyższe wykształcenie…
    Mam powyżej 60, jestem emerytką,ale…na tę emeryturę pracowałam ponad 37 lat – nie otrzymuję jej w prezencie OD NIKOGO -ZAPRACOWAŁAM NA NIĄ! – to do wszystkich, którzy uważają, że emeryci ‘dostają emeryturę w prezencie’…Tzw ’13 emeryturę’ przekazałam na zbożny cel, bo NIKT nie ma takich pieniędzy, żeby mnie kupić – nawet za pół królestwa i nagiego królewicza na białym koniu. Chcę, żeby świat, w którym żyję był pełen różnorodności, bo tylko wtedy będzie pięknie kolorowy i ciekawy.
    ostatnio przeczytałam “Nie zaglądam nikomu do łóżka, portfela, sumienia. Ale codziennie patrząc w lustro mam nadzieję, że zobaczę człowieka, nie świnię.” Czego i Wszystkim życzę.

    Odpowiedz
  6. Ania

    20 lipca 2020 o 15:45

    Tak. Tak. Tak bardzo tak. Uwielbiam to, że nie jestem na tym świecie sama i jest też taka Janina, ktora idealnie ubiera w słowa to co mi się kotłuje w łepetynie. Lovju :*

    Odpowiedz
  7. Ania

    20 lipca 2020 o 17:06

    No w sumie to mądre i aż mi się niezręcznie zrobiło w środku, bo ja aż tak mądra nie byłam i też się buntowałam przeciwko temu wynikowi. Tylko mój głos nie jest ważniejszy niż te pozostałe. Dziękuje za ten tekst 🙂

    Odpowiedz
  8. ja

    20 lipca 2020 o 19:28

    Sam PAD parę lat temu był uczestnikiem performance’u przekazującego tę smutną prawdę, że Polska jest pęknięta na 2 połowy: http://bi.gazeta.pl/im/6b/0c/14/z21021291Q,Andrzej-Duda-i-Doda.jpg .
    A ja znowu się cieszę, że nie mam FB – dzięki temu nie wpychają mi się przed oczy wynurzenia tych różnych napinaczy i specjalistów od odpowiedzialności zbiorowej. Docierają do mnie tylko jakieś echa o bojkocie Śląska, Podlasia czy teraz rolników, i te echa są tak głupie, że pewnie ktoś rzeczywiście coś takiego napisał.

    Odpowiedz
  9. Edzia

    20 lipca 2020 o 22:10

    Jakby ktoś jednak planował zostać politykiem, to warto wiedzieć, że naukowcy znaleźli statystycznie najlepszą strategię do gry w papier-kamień-nożyce (Google ją zna, można poszukać 😉 )

    Odpowiedz
  10. Lottomat

    21 lipca 2020 o 14:26

    O co chodzi z tym Polsatem? Od dziesięciu lat losowania są w TVP!

    Odpowiedz
  11. Radosław (z beczki?!)

    21 lipca 2020 o 15:02

    Pierwszy raz spotykam się z Pani blogiem Pani Janino, ale uważam, że ten wpis jest wyborny. Mam właśnie takie wrażenie, że aktualnie to jest ogromny problem, że po wszystkich stronach barykady, ale jednak zwłaszcza wśród młodych, pięknych, wykształconych panuje właśnie takie przekonanie, że demokracja jest najlepsza, ale tylko wtedy, jeżeli poprzez demokrację społeczeństwo wybiera to co dla niego dobre 🙂

    Odpowiedz
    • AsiaW

      24 lipca 2020 o 18:50

      Ponieważ demokracja najlepsza jest właśnie wtedy kiedy społeczeństwo wybiera to co jest dla niego dobre.:)

      Odpowiedz
  12. K.

    31 lipca 2020 o 22:15

    Kurcze, a czy ktoś kto się wypowiada na temat rolników wie jak w XXI wieku wygląda rolnictwo? Czy takie osoby mają pojęcie na jakim poziomie zautomatyzowania tam pracują? Czy takie osoby mają pojęcie ilu specjalistów pracuje nad paszą dla zwierząt?
    Przykre że “Polska elita” ma wyobrażenie o rolnictwie rodem z Rancza.
    “”- nie chce nikogo obrazić, proszę to traktować z przymrużeniem oka

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *