O istocie pompona

Przychodzę sobie do doktora Jamnika, a on mnie pyta, czy wszystko w porządku, a ja mówię, że tak, totalnie w porządku, a on mnie pyta, czy na pewno wszystko jest ze mną w porządku, a ja mówię, że dziwne, generalnie dość sporo osób w życiu mnie o to pyta. Na przykład ostatnio: pani w autobusie, gdy tarmosiłam pompona.

To znaczy generalnie zaczęło się od tego, że jestem obecnie dość zdenerwowanym człowiekiem, ale wymyśliłam sobie na to sposób, takim zupełnym przypadkiem, otóż gdy kiedyś jechałam tramwajem, to ja głaskać zaczęłam rzecz miękką i okrągłą, nawykowo jakby, bo totalnie mi to brzmiało pod palcami jak głowa mojego kota, bo mój kot, proszę pana, to ma taką szeroką głowę, że może odbierać HBO, a jak się dobrze ustawi to nawet Eurosport, chociaż trochę trzeszczy. No ale to w tym tramwaju to nie była głowa mojego kota, proszę to sobie wyobrazić, otóż to była nieodłączna część mojej czapki i w ten właśnie sposób ja odkryłam, że szalenie uspokaja mnie głaskanie pomponów w komunikacji miejskiej.

– Ale tylko własnych – doprecyzowałam prędko. Choć rzeczywiście może być tak, że kiedyś w autobusie tak się podjarałam tarmoszeniem pompona, że aż w tym afekcie dokonałam pewnej niezręcznej pomyłki, aż mi pani siedząca obok zwróciła uwagę, że ona bardzo przeprasza, ale co ja robię z jej czapką?!

A on na to mówi, że to rzeczywiście świetna historia, że w chwilach zawodowego zwątpienia totalnie będzie sobie przypominał, że to właśnie dla takich historii na tę medycynę poszedł i że w sumie to nie wie, w jaki sposób dotarliśmy właśnie do kwestii pomponów, niemniej jemu chodziło o coś innego, to znaczy – czemu siedzę cały czas w puchowej kurtce niczym syntetyczny ludzik Michelin?

A ja mówię, że a dobra, jeśli o to chodzi, to generalnie gdyby on miał dzisiaj ochotę sprawdzić, czy to naprawdę jest tak, że „jesteś tym, co jesz” i czy tym samym dorobiłam się już serduszka z biszkopta i nerek z krakersów, ewentualnie gdyby chciał po prostu się upewnić, czy w środku jestem tak samo ładna jak na zewnątrz, to akurat dzisiaj nie może, albowiem zaciął mi się zamek w kurtce, nie umiem się z niej wydostać i nie możemy wykluczyć, że już nigdy nie będę w stanie jej z siebie zdjąć, tak w niej umrę i w niej mnie pochowają. A on mówi, że no spoko, to on po prostu tak to sobie w karcie wpisze, że „odmawia badania, bo jej się zamek w kurtce zaciął”.

No nie, to brzmi dość niepoważnie. Proponuję złagodzić trochę przekaz na moją osobistą korzyść:

„…ale za to w komunikacji miejskiej cudze pompony głaszcze nader rzadko”.