Mąż w kolorze karmazynu łamanego na purpurę

Na początku to nawet nie wpadłam w panikę, gdy mój mąż wyszedł spod prysznica w całości prezentując kolor karmazynu łamanego na purpurę. Po prostu wymyśliłam sobie, że być może przesadził z temperaturą wody w jedną lub drugą stronę, siedział pod wodospadami wrzątku niczym najbardziej zadowolona w świecie kapibara, ewentualnie taplał się w lodowatym brodziku z wprawą norweskiego łososia. No, tak sobie pomyślałam dnia pierwszego. I drugiego też. Niemniej gdy dnia trzeciego mój mąż po raz kolejny wyszedł spod prysznica, a skórę miał koloru dorodnej poziomki, to postanowiłam sprawę wyjaśnić z detektywistyczną precyzją.

Ale wiecie, tak jakoś empatycznie, z delikatnością płatka bawełny noszonego powiewem wiosennego wiatru, miękkiego pyszczka małego baranka muskającego źdźbło trawy, nie że „ej, Wojtek, a czemu ty po każdej kąpieli masz taki ryj czerwony?”.

Bo gąbka mu się zepsuła. Tak mi powiedział, gdy już w słowach delikatnych i pluszowych zadałam to pytanie – że gąbkę sobie nową kupił, taką jakąś totalnie nowoczesną, ale ona jest taka jakby bardzo twarda, w ogóle nie wie jak się jej używa, a próbował już wszystkiego – myć się na mokro, na sucho, po łokciach, po piętach, on już zupełnie nie wie, po co ktokolwiek stworzył tę gąbkę, ale wie na pewno, że ten ktoś na bank nienawidził innych ludzi, nie no, Janina, serio, spójrz na to i powiedz mi, do czego ktokolwiek mógłby tego używać?!

No nie wiem, Kitku. Może zgodnie z przeznaczeniem – do szorowania patelni.

W razie czego polecam ten produkt serdecznie – do szorowania garnków, patelni i mężów.