Odwrócony rogalik małżeńskiego życia

Dzwoni do mnie mój mąż, a on nigdy nie dzwoni do mnie, gdy jestem w pracy, więc ja natychmiast wiem, że to coś szalenie ważnego. To znaczy jeszcze kiedyś to byłabym przekonana, że po prostu ktoś umarł, bo ja się szalenie boję śmierci i jak widzę, że do mnie dzwoni ktoś z rodziny, to natychmiast nie mam żadnych wątpliwości, że oto przydarzyła się nam jakaś ogromna tragedia, ja na tyle jestem tego pewna, że czasem jeszcze zanim odbiorę telefon, to na wszelki wypadek wybucham płaczem z żalu.

Niemniej teraz już jest trochę lepiej, bo mój mąż – nauczony doświadczeniem – to zawsze zaczyna telefony do mnie słowami: NIKT NIE UMARŁ i dzięki temu ja wiem, że spoko, nikt nie umarł, to co to za inna, ważna sprawa?

No i dzwoni do mnie mój mąż, gdy jestem w robocie dzwoni, więc ja wiem, że to ważne, i on mi mówi, że nikt nie umarł, ale on jednak nie może przestać myśleć o tym, co ja wczoraj powiedziałam, że bardzo go to zabolało i on chciałby wyjaśnić tę sprawę, a ja myślę sobie, że o matkobosko, co to ja wczoraj powiedziałam??? Które to ostre krawędzie nieprzemyślanych słów skrzywdziły mojego delikatnego jak sernik męża?!?!??

I na wszelki wypadek ja od razu mu mówię, że przepraszam, że na pewno nie chciałam sprawić mu przykrości, bo ja bardzo nie lubię, gdy jest smutny, bardzo mu jest nie do twarzy z takim odwróconym rogalikiem na pycholku, i w związku z tym, czy mógłby mi powiedzieć, co takiego ja wczoraj powiedziałam, co go tak zabolało, żebym mogła na przyszłość uniknąć tego błędu, a on bardzo ciężko wzdycha, długą pauzę robi, w końcu z ogromnym smutkiem w głosie oświadcza:

Bo nazwałaś coś logiem, a to był logotyp.