Trochę sarna konwenansów społecznych, a trochę luźna guma

Ej, a kojarzycie te takie testy, że niby ktoś zadaje pytanie i człowiek ma odpowiedzieć bez zastanowienia, i co odpowie, to podobno naprawdę tak uważa? Otóż ja jestem w nich absolutnym mistrzem świata, totalnym geniuszem niemyślenia, tak mi przynajmniej zawsze mówił mój szef, choć z jakiegoś powodu twierdził też, że to nie jest komplement, i jeszcze czasem dodawał, że serio, Janina, historia nie zna takich przypadków, że ktoś umarł, bo się zastanowił zanim coś powiedział. Chociaż to drugie to raczej takie niesprawdzone info, podchodziłam do niego nienachalnie entuzjastycznie, zwłaszcza że była to informacja, która ewidentnie nie dotarła jeszcze do moich studentów.

Niemniej ja tak często bywam intelektualnie zajęta, że jak mnie ktoś znienacka spyta o coś na ulicy, to po pierwsze najpierw się spłoszę niczym sarna, a potem odpowiem niekoniecznie mądrze, bo ja się wtedy zawsze czuje skonsternowana i nie na swoim miejscu, w czym zresztą mam niebywałe doświadczenie, bo to w sumie tak, jakbym znów była na wuefie w podstawówce. Więc ja dziś idę ulicą, idę, rozmyślam sobie o tematach ostatecznych – teodycei, rzeczywistości immanentnej, ewentualnie o tym, czy w kąciku muzycznym w “Familiadzie” to zawsze grali te same utwory, czy jednak co odcinek inne?

Idę, podbiega do mnie jakaś pani i mówi, że chciałaby mi zadać jedno pytanie, i jeszcze zanim zdążę się zgodzić, to mi je zadaje:

– A panią – pyta – to co naprawdę w życiu cieszy?

Na co ja odpowiedziałam bez zastanowienia:

– Kwestionariusze ankiet.

Pani się zdziwiła, ja się zdziwiłam jej reakcją, w sumie nie wiadomo, która z nas była zdziwiona bardziej i ja wtedy natychmiast zrozumiałam, że coś w tej interakcji poszło nie tak, i nawet starałam się jeszcze ratować sytuację, “w sensie projektowanie kwestionariuszy ankiet” – doprecyzowałam, no ale słuchajcie, TO JAKBY NIE POMOGŁO.

Do trzech razy sztuka, oto ponownie próbuję się wkupić w łaski konwenansów społecznych, “projektowanie kwestionariuszy ankiet…” – powtarzam cicho, a potem dodaję, tak niby żartem, że niby ze mnie taka luźna guma, że a co, nikt wcześniej tak nie odpowiedział?

A pani na to – i serio, dajcie jej wszystkie posady ministrów dyplomacji tego świata – ona zupełnie jak ja odpowiedziała szybko niczym szakal, nawet jej powieka nie drgnęła, nawet się nie zająknęła, rzekła:

– No bardzo niewiele osób.