Życiowe wybory i chłosta rzeczywistości umiarkowana

Wróciłam dzisiaj do tego lekarza, który ostatnio okazał się moim najlepszym przyjacielem i przy okazji najgorszym szpiegiem świata, albowiem miałam w sobie głębokie poczucie, jakobym ostatnio nie uszczęśliwiła go wystarczająco długim wykładem dotyczącym różnic pomiędzy relatywnym ryzykiem, a ilorazem szans. I my tak sobie porozmawialiśmy, on mi powiedział, że bardzo mu się podobał mój ostatni wpis na blogu, a ja mu że jego ostatni wpis na recepcie też byłam całkiem spoko i generalnie to niby wszystko w porządku, niby wszystko się zgadza, niemniej najtrudniejsze w wizytach u lekarzy jest dla mnie to, że oni zadają tak strasznie dużo pytań, że niby to człowiek czuje się jak u babci, no ale jednak ciastkiem to żaden nie poczęstuje.

No ale jak już mnie pytają, to ja odpowiadam, a generalnie musicie wiedzieć, że ja trochę tak mówię, jak piszę, więc jak on mnie pyta, czy coś tam mnie boli, to ja mówię, że niby boli, ale życia mi to nie rujnuje, a on mówi, że niby jak on ma to wpisać do karty, a ja mówię, że no normalnie, “życia jej to nie rujnuje, chłosta rzeczywistości umiarkowana”, a on mówi że z reguły to dostaje od pacjentów jakieś takieś łatwiejsze do interpretacji odpowiedzi, a ja pytam jakie, a on mówi, że no takie, że “tak”, “nie”, “8 na skali o 1 do 10”, a ja mówię, że ta ostatnia wersja to aż się prosi o niski współczynnik rzetelności i o druzgocącą niedokładność pomiaru wynikającą z przeciążenia poznawczego długością skali, a on wtedy bardzo głęboki wdech wziął, chwilę milczał, spojrzał w kartę, powiedział:

– A, dobra, widzę że leczy się pani psychiatrycznie.

No proszę pana tak, ale to na zupełnie inną chorobę, nie na miłość do liczb, statystyk i skal, bo to w ogóle nie jest zaburzenie, nikt tego nie ujął w międzynarodowej klasyfikacji chorób i problemów zdrowotnych ICD-10, a on na to powiedział:

– Jeszcze.

A ja na to mówię, że skoro już się tak szykanujemy, to ja tam nie do końca rozumiem, jak można było wybrać zawód, w którym trzeba zapamiętywać bardzo długie wyrazy i jeszcze patrzeć na krew, a on mówi, że ta krew to nie jest znów aż takim problemem, bo on już coraz rzadziej mdleje na jej widok, no ale te wyrazy to rzeczywiście bywają bardzo długie, a ja pytam czemu w takim razie postanowił się całe życie chłostać długimi wyrazami, no bo czy na przykład wie, co jest w życiu krótkie? Liczby są krótkie. A on trochę się zastanawia nad odpowiedzią, trochę myśli, a w końcu mówi, że w sumie to poszedł na medycynę dlatego, że mama mu powiedziała, że laski na to lecą.

No i widzicie, i ja to nardzo szanuję, zwłaszcza jako człowiek, który zaczął chodzić na wykłady ze statystyki, bo jako jedyne odbywały się na parterze i nie trzeba było wchodzić po schodach.

– No i co – pytam, bo bardzo mnie zainteresowała ta historia – mama miała rację?

– Trochę miała, rzeczywiście lecą – powiedział, ale jakby tak smutno – ale nie powiedziała, że raczej te z wyższej kategorii wiekowej.