Generalnie rzecz ujmując, to ja zupełnie nie zgadzam się z powszechnie panującą opinią, jakoby człowiek-Polak był z definicji chamem, co to je z kolanami na stole, a w autobusach podsiada staruszki w ciąży. Mnie tam Polska jawi się raczej jako kraj wyścielony pluszem, gdzie mieszka się w chatkach z lukru, a człowiek jest człowiekowi misią koala. Przyjrzyjmy się na chwilę tym cichym bohaterom polskiej codzienności, którzy drobiazgowo dbają o to, byśmy każdy dzień mogli witać z uśmiechem na naszych polskich pycholkach.

Dajmy na to tych ludzi-Polaków, którzy z niezwykłą determinacją wspierają ludzi bez okien i rozpoczynają każdy dzień od poinformowania świata na fejsie jaka jest pogoda. I tych, którzy z najwyższą kulturą osobistą w autobusie zawsze witają wsiadających pasażerów tuż przy drzwiach i nie ruszają się z miejsca przez kolejne 13 przystanków, żeby nikt nie poczuł się pominięty. I wreszcie tych, którzy w sklepach mięsnych pozwalają ludziom stojącym w kolejce za sobą dokonać świadomego wyboru i przed dokonaniem zakupu zawsze upewniają się się czy ta szyneczka świeża? A ta obok? A ile kosztuje? A ta pod nią? A ta za nią, obok tamtej? A czy smaczna? A ta tam z tyłu? A to dziękuję, przyjdę później.

Tylko przez narodową skromność nie wspominam o moim ulubionym temacie – człowieku-Polaku w samolocie, czyli wisience na słodkim torcie dobrego wychowania, listku mięty w modżajto sawławiwru. Taki człowiek-Polak ustawi się w kolejce odpowiednio wcześniej, żeby wskazać ci drogę do bramki, na twoim miejscu usiądzie, żeby ci je odpowiednio wygrzać, a czasem, w ferworze walki, da ci swoim bagażem po twarzy, żebyś przypadkiem na tej pędzącej autostradzie codzienności nie zapomniał zadumać się na chwilę nad okrucieństwem świata – dziś dostaniesz po mordzie od współpasażera, jutro od życia.

Tym bardziej krzywdzące wydają mi się popularne ostatnio opinie, że nie jesteśmy narodem gościnnym. Niech ktoś mi znajdzie człowieka-Polaka, który nie posiada w szafie kapci dla gości ze sztucznego barana kupionych w Zakopanym w 89-tym! My jesteśmy narodem szalenie gościnnym, my pamiętamy z historii, że ktoś nas tam kiedyś gdzieś przyjął, ale to nie jest argument, żeby teraz przyjmować jakichkolwiek uchodźców, zwłaszcza że wtedy to nas ci wszyscy ludzie nie przyjęli za dobrze, żaden człowiek-Polak wtedy kapci z barana nie dostał.

Poza tym to ja całkowicie podzielam strach przed przyjęciem takich uchodźców do siebie, bo my z Wojtkiem to na przykład mamy tylko jedną sypialnię, więc jakbyśmy mieli takiego uchodźcę przyjąć, to w ogóle nie miałby gdzie spać, nie mówiąc już o tym, że trzeba by dorobić nowy komplet kluczy. Tylko z grzeczności nie wspominam o tym, że słyszałam, że ci uchodźcy będą nam też kraść pracę, a to oznacza mniej więcej tyle, że pewnego dnia przyjdziesz do roboty, a tam na twoim miejscu będzie siedział jakiś Syryjczyk i właśnie będzie zmieniał zdjęcie w ramce na biurku na to z własną rodziną. Tak, ja całkowicie rozumiem ten strach przed uchodźcami i jako człowiek, który ma opinię na każdy temat, postanowiłam swego czasu wypowiedzieć się w tej dyskusji i jak zwykle wypowiedzieć się słusznie. Napisałam wtedy tak:

fejs

Napisałam i czekałam z niecierpliwością, z uwagą śledziłam wszystkie doniesienia prasowe i nowe polityczne pomysły dotyczące tego tematu, niestety okazało się, że z jakiegoś powodu znowu nikt mnie nie posłuchał. Niemniej tym szukaniem swoim dotarłam do dwóch politycznych pomysłów, które spodobały mi się bardzo i którym postanowiłam poświęcić chwilę swojego drogocennego czasu. Na przykład jedna pani polityk mówi, że zamiast myśleć o uchodźcach powinniśmy myśleć o Polakach, którzy obecnie są za granicą i z wielu powodów wrócić do kraju nie mogą i ja się zgadzam w zupełności, bo to na przykład byłabym ja, bo ja na przykład bardzo bym chciała kiedyś do Polski wrócić, ale boję się, że jak już to zrobię, to od poziomu narodowego absurdu wybuchnie mi głowa.

Ładnie to napisałam, nie? “Poziom narodowego absurdu”. Eufemizm w stylu angielskim na 100%. Oczywiście miałam na myśli ten poziom zidiocenia, który objawia się na przykład tym, że ktoś nie rozróżnia imigranta (również nielegalnego) od uchodźcy.

11223691_861924493856862_5003706011120141057_n

Drugi pomysł był jeszcze lepszy, bo polegał na tym, żeby w związku z przyjęciem uchodźców rozpisać narodowe referendum. Tekstu oryginalnego nie linkuję, bo jest na takim poziomie narodowego absurdu, że boję się, że Janina Daily stanęłaby w płomieniach, gdybym to zrobiła. Nie zmienia to jednak faktu, że ja uważam, że to doskonały pomysł, wszak sama kiedyś o pytanie nas o zdanie postulowałam. Pomysł jest sensowniejszy tym bardziej, że przecież wkrótce wszyscy nabierzemy doświadczenia w decydowaniu o sprawach najważniejszych, na przykład czy należy pozostawić sześciolatki w lasach państwowych.

Musicie wiedzieć, że od jakiegoś czasu uczę też takiego miłego przedmiotu jakim jest metodologia badań ankietowych i bardzo go lubię, bo teoretycznie to są takie zajęcia o tym, jak zadawać ludziom mądre pytania, a w praktyce nigdy nie potrafię znaleźć jakiejś przykładowej ankiety z mądrym pytaniem, więc kończy się na tym, że pokazuję studentom w jaki sposób zadawać pytania, by uzyskać taką odpowiedź, jaką się chce. Na wyniki takich ankiet – tłumaczę moim miłym irlandzkim studentom – mają wpływ między innymi dwie rzeczy: kogo pytamy i jak pytamy.

Kiedyś jeszcze, gdy tłumaczyłam zasadę doboru próby, to używałam klasycznego przykładu z czasów amerykańskich wyborów w 1936, ale to jednak nuda, bo ja nie po to jestem człowiekiem-Polakiem, żeby nie korzystać z dobrodziejstw narodowej kultury. Teraz używam więc przykładu z polskiego podwórka i to przykładu najlepszej jakości, to jest z mojego ulubionego czasopisma faktotwórczego typu Fronda. Wielu nie docenia jak bardzo złożone intelektualnie jest to czasopismo, o metafizyce moralności bardziej skomplikowanej od samego Kanta, gdzie tuż obok siebie publikuje się artykuł o ochronie plemnika od samego powstania, a zaraz obok ten o przywróceniu kary śmierci.

Więc jakiś czas temu Fronda przeprowadziła wśród swoich czytelników ankietę, w której pytali o wiele spraw zasadniczych typu: czy są katolikami, jak bardzo są katolikami, a także czy uważają, że dopuszczalne jest oblewanie ludzi innych wyznań benzyną na ulicy i dlaczego tak. Następnie zaś doszli do jedynego słusznego wniosku, że 98% ludzi-Polaków to katolicy, katolicy bardzo, bo wszyscy chodzą do kościoła, a zaraz potem pędzą na stacje benzynową napełniać kanistry.

No nie.

No ale dobrze, możemy wybaczyć redaktorom Frondy te drobne błędy w metodologii, wszak oni mają teraz sporo na głowie, wiele moralnych degrengolad ludzkości do pokonania, ledwo przed chwilą przegłosowano obowiązkowe mrożenie braci i sióstr, a teraz będzie już tylko gorzej, dżender biegający luzem po ulicy bez kagańca, adopcja gejów przez lesbijki, nie mówiąc już o tej dramatycznej kwestii, kiedy to kobiety uzyskają prawo do kupowania w Polsce chipsów.

chipsy

Więc po pierwsze, to nie wiem czy dobrym pomysłem jest by decyzję o przyjęciu uchodźców pozostawić człowiekowi-Polakowi, który murzyna to widział ostatnio w “Na dobre i na złe”, azyl kojarzy mu się z imieniem dla psa, a na wojnie to był ostatnio z sąsiadem spod siódemki, gdy ten wykupił ostatnie klapki kubota na sobotnim targu. Z dużym prawdopodobieństwem mogę już przewidzieć wynik takiego referendum, a moje prognozy będą znacznie tańsze niż SMS do Wróżbity Macieja. Poza tym jest jeszcze kwestia tego, jak o tych uchodźców spytamy, choć z tym nie powinno być większych problemów, bo w Internecie już kwitnie łąka pełna pomysłów. Czy zgadzasz się? Czy zgadzasz się, ale nie wiesz co robisz? Czy zgadzasz się, ale jednak zmądrzałeś i już się nie zgadzasz? Wszystkie propozycje są wyśmienite, ale ja mam własny pomysł. Moja propozycja jest następująca:

A czy Ty chciałbyś być na ich miejscu?

3

2

1

 

źródło, źródło i źródło

***
Inne, podobne:
„NIECH ZDYCHAJĄ!”. CZŁOWIEK-POLAK WYRAŻA OPINIĘ.
PAWEŁ KOPNĄŁ PSA, A GAWEŁ DOSTAŁ ZA TO PO PYSKU
CZŁOWIEK-IRLANDCZYK POPIERA, CZŁOWIEK-POLAK WYBIERA
CZŁOWIEK-POLAK DOSTAJE OSCARA, CZYLI GORZEJ BYĆ NIE MOŻE