Nowy Rok i okolice spędziliśmy z Wojtkiem tak, jak należy spędzać Sylwestra, to jest szarpani nadmiarem wrażeń, balansując na krawędzi wytrzymałości naszych organizmów i naginając do granic możliwości nasze przekonania moralne. Czyli że głównie graliśmy w “Monopol”. Nie że sami ze sobą, bo to by było dość żałosne, grać ze sobą w “Monopol” w Sylwestra, graliśmy z moim bratem i jego narzeczoną. Musicie wiedzieć, że oprócz tego, że całą naszą czwórkę łączą więzy krwi lub – znacznie trwalsze – więzy kredytów i wspólnego ubezpieczenia medycznego, to posiadamy jeszcze jedną cechę wspólną, która polega na tym, że żadne z nas nie umie przegrywać z godnością. To oznacza mniej więcej tyle, że przed wspólną grą planszową robimy to, co robią wszyscy dorośli ludzie, to jest chowamy noże, pakujemy talerze w folię bąbelkową i przygotowujemy wiadro na łzy porażki, na wypadek gdyby wanna okazała się niewystarczająca. I właśnie w ten sposób rozegraliśmy partię “Monopolu” przy której “Gra o tron” jawi się jak odcinek “Teletubisiów” i to tych ocenzurowanych, bez tego czerwonego dżender-homoseksualisty. A po wszystkim mogłam w spokoju zająć się leczeniem ran ciętych i emocjonalnych, albowiem nie musiałam marnować czasu na wymyślanie postanowień noworocznych, wszak te w moim przypadku są wybitnie proste:

post-38720-I-mean-Im-already-pretty-cool-6fuX105747-honey-boo-boo-gif-Imgur-I-wann-HSf5

Oczywiście zawsze znajdzie się jakiś cwaniak, który powie, że jest jeszcze cały wachlarz postanowień, z których mogłabym skorzystać, typu: uprawiać regularnie sport, ewentualnie: uprawiać kiedykolwiek sport, ale takich ludzi informuję, że to postanowienie jest niemożliwe do spełnienia z przyczyn niezależnych ode mnie, to znaczy: strasznie mi się nie chce. No więc wymyślilam sobie, że zamiast rozbawiać się do łez obietnicami zejścia z kanapy, zrobię coś znacznie bardziej sensownego, to jest podsumuję całe swoje dotyczasowe życie, wszystkie wzloty i upadki. Z tym, że z powodu tego, że posiadam pamięć masła to nie opiszę całego życia, a jedynie ostatni rok, a z powodu braku życiowych upadków – głównie wzloty.

Najpopularniejsze wpisy 2015

Mijający rok przyniósł nam odpowiedź na jedno z kluczowych pytań, to jest: co łączy homoseksualistę, uchodźcę i Agatę Kuleszę? Otóż okazuje się, że to, że Boga w sercu nie mają, z tym, że te dwie pierwsze osoby to wiadomo, a Agata Kulesza to dlatego, że odmówiła założenia sandałków na czerwony dywan, a najlepiej to sandałków ze skarpetkami, korona by jej z głowy nie spadła, gdyby wykonała taki piękny ukłon w stronę swojej narodowej tożsamości.

Innym punktem wspólnym tych trzech osób jest to, że to o nich czytaliście najchętniej. Oto najchętniej wyświetlane i komentowane wpisy zeszłego roku:

  1. “Człowiek-Polak dostaje Oscara, czyli gorzej być nie może”, czyli reportaż z samego serca chaosu w jakim pogrążył się nasz kraj po tym, gdy wymierzono mu policzek międzynarodowego uznania
  2. “Człowiek-Irlandczyk popiera, człowiek-Polak wybiera”, czyli krótka rozprawka o tym, że palenie na stosie ludzi o innej orientacji seksualnej jest nie tylko niekorzystne dla środowiska, ale też już szalenie niemodne
  3. „Niech zdychają!”. Człowiek-Polak wyraża opinię. – rzetelny poradnik, z którego dowiemy się, czy możliwe jest wyrażanie opinii bez jednoczesnego wysyłania innych ludzi do gazu z okazji innego koloru skóry. Spoiler: podobno możliwe.

Osobiście moim ulubionym wpisem jest jednak ten o seksie, teatrze i kasetach wideo, choć statystyki wskazują na to, że cieszył się dość słabą popularnością, najpewniej dlatego, że używał dość archaicznego słownictwa typu “odpowiedzialność” i “kaseta wideo”.

Najlepszy mail 2015

Bardzo lubię, gdy piszecie do mnie listy, choć muszę przyznać, że na równi z otrzymywaniem listów cieszy mnie to, że w zeszłym roku, zgodnie z sugestią,  kilkanaście osób zdecydowało się wysłać mi wiadomość na whatever@janinadaily.com, a następnie na mój właściwy adres e-mail po to, by poinformować mnie, że ten pierwszy nie działa. Słuchajcie, jest ku temu powód, ale pozostawiam Wam ten węzeł gordyjski do samodzielnego rozwiązania.

Tymczasem – mój ulubiony mail 2015! Został on wysłany przez naszego czytelnika Marka z ulicy generała ♥ i rozpoczynał się tak:

 “Droga Janinodaily.com!

Nie jest mi łatwo do Ciebie pisać, gdyż nie wiem jak się deklinujesz…”

Mail ten był reakcją na jeden z ważniejszych tekstów na tej stronie, tekst odważny, opiniotwórczy, z zegarmistrzowską precyzją rozpracowujący skomplikowany problem społeczny, to jest dobrobyt lam w Polsce.

Mail Marka z ulicy generała był wzorowym popisem sztuki reportażowej, opisującym spotkanie z jedną z polskich lam, którą nasz czytelnik napotkał na Górze Sienickiej. Z listu dowiadujemy się też, że lama ma na imię Peryskop, z tym, że wszystkie kobiety spodziewające się dziecka informuję, że o ile Peryskop to całkiem znośne imię dla lamy, o tyle przy nazywaniu dziecka lepiej będzie pozostać przy tradycyjnych imionach typu: Dżejson, Mafju, Łiljam, a w przypadku dziewczynek: Dżesika, Aszli, Bijąse.

Wróćmy do świata lam. Musicie wiedzieć, że cały reportaż został okraszony profesjonalnymi fotografiami lamy Peryskop:

lama1

lama2

I tak własnie – za reporterską czujność i pełen oddania pościg fotograficzny za lamą, nagroda za najlepszy mail 2015 wędruje do Marka z ulicy generała, z tym, że jeszcze nie wiem jaka nagroda, bo waham się pomiędzy podkładką pod mysz z moim zdjęciem, a podkładką pod mysz z kolażem moich zdjęć.

Najlepszy komplement 2015

Wiadomo, że nic tak nie cieszy, jak słowo pochwały od specjalisty. Wiedzą o tym najlepiej moi studenci, którzy – nie mam co do tego żadnych wątpliwości – łakną dobrego słowa od swojego życiowego, moralnego, intelektualnego autorytetu (to ja), wyczekują go z utęsknieniem jak polscy pasażerowie pociągu PKP. Zresztą z podobnym skutkiem, czyli czasem przyjeżdża, ale jak już przyjeżdża, to się człowiekowi odechciewa. Musicie wiedzieć, że i mnie w zeszłym roku przytrafiła się taka radość, to znaczy, że mój blog został poddany surowej ocenie człowieka-eksperta, to znaczy takiego człowieka, który zawodowo tropi zaginione przecinki, pielęgnuje delikatne płatki polskiego języka, szlifuje gramatyczne niedoskonałości w surowych belkach zdań, a w wolnym czasie bawi się z onomatopejami i płacze ze wzruszenia nad doskonale skonstruowanymi zdaniami podrzędnie złożonymi. Wielkim to było dla mnie wyróżnieniem, że ktoś tak wrażliwy językowo pochylił się z uwagą nad moimi tekstami, po to by następnie wyrazić swoją profesjonalną opinię:

“Ta laska jest w chuj zabawna”

Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale zdaje mi się, że takiej recenzji, to nawet Tołstoj nigdy nie dostał. Znaczy – jeśli naprawdę chcecie mnie poprawić, to polecam w tym celu mail whatever@janinadaily.com, bo ja krytykę znoszę równie dobrze, co przegrywanie w “Monopol”.

Najlepsze hasła wyszukiwania 2015

Teraz czas przyjrzeć się temu, czego szukali w wyszukiwarce google ludzie, którzy zostali przekierowani na moją stronę. Powiem Wam, że dostęp do tej wiedzy sprawia, że nie mam już żadnych wątpliwości, że nasze przeglądarki internetowe piszą indywidualną historię zażenowania i pogardy każdego z nas. Oto najciekawsze hasła, które doprowadziły ludzi na stronę janinadaily.com:

google2

Nie zaprzeczam. Jakbym była produktem spożywczym, to najpewniej to miałabym napisana na opakowaniu, w sekcji specyfikacji produktu.

google1

Nie bardzo potrafię się do tego odnieść. bo musicie wiedzieć, że ja niezbyt wiele wiem o seksie zwierząt, może z wyjątkiem tego, że knury kopulują ruchami posuwisto-zwrotnymi, co i tak wiem tylko dlatego, że moja siostra jest weterynarzem i w pewnym momencie uznała, że jest to informacja kluczowa dla mojego życia.

google3

Owca domowa – puszysty kokon waty, otulający szczelnie delikatną tkankę zwierzęcia z rodziny wołowatych.

google5Kto nie kocha?

Capture

Słuchajcie, nie wiem jak Wam pomóc. Nigdy nie byłam na erasmusie. Trochę żałuję.

google6Z doświadczenia wiem, że koty stosunkowo rzadko występują w zupie, a znacznie częściej można je znaleźć w miejscach takich jak: biały sweter (jeśli kot jest czarny), czarny sweter (jeśli kot jest biały), własna twarz (jeśli kot jest psychiczny). No chyba, że jesteście kozą. Koty lubią kozy.

giphy (13)


Mam nadzieję, że moja strona spełniła oczekiwania wszystkich powyższych poszukujących. Może oprócz tego człowieka od seksu zwierząt. Ten musi sobie szybko znaleźć nowe hobby, bo inaczej już do końca życia będzie mieszkał w piwnicy u rodziców ze swoją dziewczyną wyciętą z kartonu po mleku.

Skoro już jesteśmy w dzikim świecie Internetu, to chciałbym się z Wami podzielić czymś szalenie osobistym, bardzo dla mnie ważnym, czymś co za każdym razem powoduje, że drga moje skamieniałe serce, a w moich żyłach zaczyna płynąć czułość. Oto

Najlepszy obrazek z Internetu 2015

FB_IMG_1451719594153

Nic dodać, nic ująć.

No ale dobrze, przecież zeszły rok to nie tylko oszałamiające sukcesy blogowo-literackie, które wiodą mnie wprost w paszczę literackiej nagrody Nike, oczywiście gdyby nie to, że nie mogłabym jej przyjąć z racji tego, że za bardzo kojarzy mi się ze sportem. Zeszły rok to również moje porywające sukcesy pedagogiczne, odmienione młode irlandzkie umysły, a wręcz – nie bójmy się przyznać – odmienione życia. Co prowadzi nas do ostatniej kategorii naszego zestawienia:

Najlepsza studencka skarga 2015

Było tak: przychodzi do mnie mój szef i pyta, co robię, a ja mówię, że właśnie się zastanawiam, która dystrybucja statystyczna powinna zostać moją ulubioną w 2016 roku, bo z jednej strony myślę, że rozkład Poissona jest najbardziej niekochanym rozkładem statystyki i zasługuje w końcu na trochę uwagi, a z drugiej strony prawdziwego uczucia nie oszukam, nie da się ukryć, że to rozkład chi kwadrat wciąż mnie najbardziej rozczula. A on mówi, że on też tak czasem ma, że się nad czymś długo zastanawia, na przykład najczęściej w życiu to się zastanawia, z jakiej pochodzę planety, a potem mówi, że tak czy siak, to teraz nieistotne, bo chciałby żebym coś zobaczyła, no i mi pokazuje, i pokazuje mi swoje własne statystyki, które wskazują na liczbę studenckich skarg i liczbę wyrazów miłości, które otrzymał w związku z moją osobą.

I on mnie pyta jak to jest możliwe, że z jednej strony ponownie moje zajęcia zostały uznane przez studentów za najlepsze z całego wydziału, a z drugiej strony ma cały szereg skarg od studentów, którzy zdecydowanie nie życzą mi najlepiej, w tym jedną taką skargę, że na jej podstawie mogłabym się starać o policyjną ochronę. I jeszcze mówi, że w związku z tym paradoksem on chciałby wiedzieć, jak to jest możliwe, co ja mam jakiegoś złego bliźniaka czy też po prostu schizofrenię? A ja mu na to mówię, że to zabawne, bo ja akurat naprawdę mam brata bliźniaka z tym, że on to akurat jest znacznie milszy ode mnie, ale tak naprawdę to lubię po prostu myśleć o sobie, że jestem takim światowego sławy chirurgiem umysłów, a on mówi: of course you are. 

I to jest tak, jak jest sobie taki najlepszy na świecie chirurg i do niego trafiają przypadki beznadziejne, co to już im się wykończyły inne możliwości leczenia, i on jest ich ostatnią deską ratunku, on dokonuje na nich skomplikowanych operacji, których nikt inny by się nie podjął i te operacje się czasem nie udają, ale to nie jest tak, że on tych ludzi zabił, on ich po prostu nie zdołał uratować. No i ja właśnie jestem takich chirurgiem – tłumaczę mojemu szefowi – z tym, że moją specjalizacją jest lecznicza moc sarkazmu, jeśli rozumie o co mi chodzi, a on mówi, że rozumie o co mi chodzi i to rzeczywiście oszałamiająca historia, ale on posiada alternatywne wyjaśnienie, a mianowicie: może po prostu wkurwiam ludzi.

No, to też możliwe, ale nie ukrywam, że opcja bycia chirurgiem umysłów kusi trochę bardziej.

Tak czy siak, po przejrzeniu wszystkich skarg na swoją osobę wybrałam swoją ulubioną i w tym roku zostaje nią ten oto komentarz:

“I would appreciate it if in class she spoke more English and less sarcasm”

I właśnie tego Wam i sobie życzę na nowy rok. Tylko że na odwrót.

***

Chciałam serdecznie podziękować naszemu czytelnikowi Batłofowi, mojemu mężowi Wojtkowi i swojemu mózgowi za to, że strona ponownie działa. Jak widzicie działa w zupełnie nowej odsłonie, ale ponieważ jest jeszcze bardzo świeża, to można na niej jeszcze znaleźć trochę błędów, o których możecie mnie informować drogą mailową, fejsbukową lub osobistą, niemniej mam nadzieję, że zdecydowana większość z Was (jak również ten student od skargi) jednak nie wie, gdzie mieszkam. No chyba, że chcecie mi powiedzieć, że Wam się nie podoba, to polecam ten adres e-mail, wiadomo.