Z PAMIĘTNIKA SENIORA

Z PAMIĘTNIKA SENIORA
Z samego rana udałam się do swojego ulubionego warzywniaka, wiadomo, celem zakupienia kilku jabłek. Oczywiście decyzji nie podjęłam niczym dzikus, a dopiero po szczegółowym wywiadzie, że a dzień dobry pani, a które jabłuszko jest najsłodsze, a czy nie są za twarde, a czy skórka cieniutka, a potem to już „łohohohoho, pani kochana, zamiast 250 gramów nawrzucało mi się 250 kilogramów, może być?”. Następnie udałam się na paznokcie i to było dla mnie piekło na ziemi, bo przez cały żmudny proces malowania ja marzyłam tylko o tym, żeby wrócić do domu i zemdleć w łóżku, bo w nocy okropnie źle spałam, albowiem śniły mi się podatki, a żeby było jeszcze gorzej, to śniło mi się, że płacę je w Polsce.

Podczas malowania paznokci przypomniałam też sobie, że nie wzięłam porannych leków, tych takich co to biorę według listy na lodówce, bo to przecież człowiek nie spamięta tego wszystkiego, zwłaszcza że ja biorę bardzo różne specyfiki, na przykład takie białe i podłużne, ale żółte okrągłe też. A jak ostatnio się trzasnęłam i wieczorem wzięłam te pobudzające zamiast uspokajających, to potem mój mąż musiał do piątej nad ranem grać ze mną w podwodne bierki.

Potem poszłam do lekarza i tamże wypełniłam wszystkie 1389 formularzy wszędzie wpisując swoje panieńskie nazwisko, no bo mnie stuka właśnie stuka szósty rok małżeństwa, więc nie jest dziwnym, że jeszcze czasem umyka mi ta zmiana w nomenklaturze. U lekarza robiono mi rzeczy, które okropnie bolały, a ja nawet nie poprosiłam o naklejkę dzielnego pacjenta, co jest jakby ostatecznym dowodem starości, bo umówmy się, że jeśli człowiek pozwala sobie robić niemiłe rzeczy, to tylko w celu otrzymania nalepki, a nie że po to, żeby nie umrzeć, czy coś. W międzyczasie zadzwonił do mnie mój mąż i spytał, czy się na niego dąsam, DĄSAM, więc w sumie nie wiem, skąd do mnie dzwonił, ale najpewniej z lat 70-tych.

O godzinie 11 udałam się na drzemkę, niemniej przy obracaniu się na drugi bok coś mi strzykło, więc kolejne 30 minut spędziłam na googlowaniu „ból kręgosłupa po ekscesach w łóżku”, a otrzymane wyniki wyszukiwania tylko przypomniały mi o tam, jak bardzo nie jestem już młoda i jak bardzo nie mieszkam w akademiku.

I to na razie tyle, drogi pamiętniczku, chwilowo muszę kończyć, bo jedziemy z mężem zakupić kwietniki. Jesteśmy szalenie podekscytowani, bo widzieliśmy w gazetce, że najpewniej załapiemy się też na zniżkę na odżywkę do kwiatków!!! Dokładnie tych samych, które następnie możecie położyć u mych stóp, gdy już złożę swoje ponad trzydziestoletnie ciało na katafalku i zamknę oczy na wieczność, co – nie oszukujmy się – stanie się już niedługo, a może nawet za chwilę, gdy okaże się, że jednak nie ma już tej odżywki w promocji i wtedy umrę z żalu. Jest sobota, 12:25. Byle wytrzymać jeszcze 8 godzin i będzie można iść spać.